Niewidzialni Strona Główna

     
   

Poprzedni temat «» Następny temat
Biblioteka
Autor Wiadomość
Mistrz Gry
Wujek Dżem



Dołączył: 10 Gru 2012
Posty: 605
Wysłany: 2012-12-23, 17:29   Biblioteka

_________________

i am nothing but i must be everything
 
  Inne konta: brak
     
Lunatyk
Agent polowy
Bulletproof Heart


Pani/Pan: Franek Wroński
Wiek: 25
Ubiór: Koszulka z nadrukiem : Patrzcie jak foka płacze. Boże jaki żal, sprane dżinsy, trampki, skóra.
Ekwipunek: Scyzoryk, portfel, komórka i klucze od mieszkania, plecak

Dołączył: 25 Gru 2012
Posty: 44
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2013-04-07, 18:42   

Franek nie powinien narzekać na brak pieniędzy, jako niewidzialny zarabiał całkiem sporo, jak na dwudziestoparolatka, jednak mimo wszystko ponad trzy czwarte kwoty szło na czynsz, a cała reszta na jedzenie. A z racji tego, że Lunatyk lubił czytać musiał zadowalać się książkami z biblioteki. Wynurzył się więc ze swojej nory i wypełzł na ulice Warszawy o dziwo puste o tej porze. Na miejsce dotarł przed osiemnastą, więc miał jeszcze sporo czasu na znalezienie czegoś i wypożyczenie.
Kiwnął głową kobiecie, która siedziała przy wysokim blacie. Widać, że kojarzyła go już, bo uśmiechnęła się ciepło. Ciekawe jak by zareagowała widząc go po zmroku w bocznej uliczce rzucającego nożem w wampira. Franek o czym ty myślisz...
Zatrzymał się na przeciwko jakichś półek i zaczął szukać tytułu, który przykułby jego uwagę. I tak przyglądając się już chyba czwartej półce dostrzegł 'Lot nad kukułczym gniazdem'. O uszy obiło mu się coś o lobotomii i właśnie o tej książce, więc bez wahania sięgnął na półkę. Usiadł przy jakimś stole i zaczął czytać.
 
  Inne konta: Bezimienna
     
Lulek Czarny 
Naukowiec
Halucynowy Książę


Pani/Pan: Parys Dragan Milijković
Wiek: 29 lat
Ekwipunek: Strzykawka ze środkiem zwiotczającym mięśnie, dwa skręty, sześć tabletek morfiny, smartfon, portfel, zapalniczka.

Dołączył: 01 Mar 2013
Posty: 14
Wysłany: 2013-04-07, 22:55   

Piękno tryskające z kwadrylionów sfatygowanych stron nawet za dnia wydawało się przytłaczająco archaiczne, a mimo to, urzekało tysiącami zakurzonych odcieni podniszczonych obwolut, które w świetle słonecznym zamykały się w monochromatycznej palecie barw. Wylęgarnia poetyckiej cudowności. Uwięzione hermetycznie słowa w metafizycznym świecie literatury. Rajski zakątek spisanych fantazji i myśli. Wszechobecna cisza, kusząca milczeniem jak śliczna kurtyzana fragmentem nagiej piersi. Tego miejsca trudno nie uwielbiać.
Trudno się w nim nie zatracić.
Parys lubił zapach starych stronnic zakopanych w rozległych półkach. Bezsensowna wędrówka pośród nieskończonych regałów fascynowała go i mógł dreptać tak od jednego do drugiego godzinami, zanim wzrokiem trafił na upragniony egzemplarz poszukiwanej książki. Rzadko kiedy, o ile w ogóle, znał cel swoich szperanin. Zwykle krążył wokół półek wybierając z nich wybiórcze, zupełnie przypadkowe tytuły. Uwielbiał jednowyrazowe nagłówki i te dwuwyrazowe, w których drugi człon zaczynał się literą C.

Zwabiony jakimś magnetyzującym rozkazem, którego nie potrafił wytłumaczyć, zaszedł pod główny gmach biblioteki. Przeczucie, że może znaleźć tutaj ciekawe towarzystwo napawało go żywiołowym optymizmem. Uchylił więc ciężkie drzwi budynku i zadrżał, kiedy chłodny powiew wiatru z zewnątrz zmieszał się z ciepłym powietrzem królującym na każdym piętrze wyciszonego obiektu. Wiedziony instynktem, powędrował schodami w górę, tam, gdzie za moment przyjdzie mu napotkać znajomą istotę.

Karmazynowy cylinder wyjrzał zza szklanych drzwi do wnętrza pomieszczenia jako pierwszy. Mieszany wyraz na twarzy kobiety, nieco zdziwiony a zarazem chorobliwie ciekawski, spotkał się z kurtuazyjnym uśmieszkiem ze strony Parysa. Ukłonił się nagle, zwinnie i teatralnie, odsłaniając zupełnie nagi tors, przykryty jedynie połami ciemnoszarego, skórzanego płaszcza. Jego umalowane w krwistą czerwień usta cmoknęły, a kiedy zasalutował jak żołnierz odchodzący na spocznij, cylinder zsunął mi się na oczy. Uśmiechnął się raz jeszcze i choć uśmiech ten wyglądał sztucznie, w całej tej szelmowskiej otoczce sprawiał intrygujące wrażenie.
Oddalając się od kobiety za blatem, szybko wskoczył pomiędzy regały. Wędrował wśród nich powoli i bardzo cicho, jakby skradał się do każdej książki z osobna. A kiedy nie znalazł żadnego ciekawego tytułu w pierwszych czterech sektorach i miał już wychodzić do domu, kątem oka zauważył znajomą postać. LUNATYK!
Przeczucie się nie myliło. Całe szczęście, Parys ufając niesprecyzowanej intuicji, zapakował dla nowego przyjaciela prezent - własnoręcznie zrobione rękawiczki, którymi mógłby gładzić swój dziewiczy policzek, nieprzywykły do zapachu cierpienia i rozkładu. Dla lulkowej surrealistycznej wyobraźni, Franek kojarzył się z uroczym ancymonkiem, chłopięcą niewinnością i swego rodzaju subtelnością, toteż uszyte z prawdziwej, młodziutkiej skóry ludzkiej rękawiczki przeciągnął jeszcze po zewnętrznej części owczym jelitem, aby nadać im elementu delikatności.

Stanął za nim, a prezent rzucił na blat przy którym siedział. Uśmiechnął się znów – tym razem jednak, w pełni szczerze.


/sorry, trochę się rozpisałam, ale jakoś po napisaniu raportu naszła mnie 'wena' :P
_________________
Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
 
     
Lunatyk
Agent polowy
Bulletproof Heart


Pani/Pan: Franek Wroński
Wiek: 25
Ubiór: Koszulka z nadrukiem : Patrzcie jak foka płacze. Boże jaki żal, sprane dżinsy, trampki, skóra.
Ekwipunek: Scyzoryk, portfel, komórka i klucze od mieszkania, plecak

Dołączył: 25 Gru 2012
Posty: 44
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2013-04-08, 19:28   

Po niecałej godzinie spędzonej nad wczytywaniem się w iście zajmującą lekturę, Lunatyk nie błądził już po bibliotece, a po jednym ze sterylnie czystych korytarzy w szpitalu psychiatrycznym. Zasiadł w jednej z sali, a na stół, przy którym siedział opadło 'coś'. To coś okazało się być bardziej materialne niż wszystko inne w iluzji stworzonej pod czarną rozczochraną czupryną Wrońskiego. I nawet miał wrażenie, że zjawił się ktoś, kto postanowił bezczelnie zakłócić jego spokój. Zatrzymał się i podniósł wzrok. Przed sobą nie dostrzegł nikogo wartego uwagi, natomiast cień przysłaniający światło sączące się z lekko migającej co jakiś czas lampy układał się w sylwetkę znajomej postaci. Lunatyk odwrócił się gwałtownie i dostrzegł nikogo innego jak Parysa!
-Na Boga Parysie, czy chcesz mnie przyprawić o palpitację serca? - Zapytał skutecznie przestraszony przez mężczyznę, który wciąż poruszał się jak kot, więc wielokrotnie nie był w stanie usłyszeć jego kroków. A może po prostu nie słuchał?
-A poza tym miło mi ciebie widzieć - Dodał pospiesznie, a bibliotekarka strzeliła do niego piorunami z oczu, więc przeprosił i zaczął szukać kolorowych samoprzylepnych kartek, które od niedawna dzień w dzień nosił przy sobie.
 
  Inne konta: Bezimienna
     
Lulek Czarny 
Naukowiec
Halucynowy Książę


Pani/Pan: Parys Dragan Milijković
Wiek: 29 lat
Ekwipunek: Strzykawka ze środkiem zwiotczającym mięśnie, dwa skręty, sześć tabletek morfiny, smartfon, portfel, zapalniczka.

Dołączył: 01 Mar 2013
Posty: 14
Wysłany: 2013-04-13, 17:25   

Karmazynowy kapelusz lawirował w powietrzu wspinając się w górę, a zaraz potem opadając wprost do dłoni właściciela, jak kosmiczny statek eksplorujący planetę Ziemia albo, jak piłeczka kauczukowa odbijająca się raz za razem od dotykanej powierzchni. Ręcznie zdobiony cylinder, udekorowany we fragmenty zwierzęcych szkieletów, ludzkie zęby i delikatne cekiny wszyte pomiędzy pęknięte krzyże, w rękach Parysa był żonglerską piłeczką. Podrzucał nią, kiedy czuł się przygnębiony i zagrożony, choć tym razem rozpraszało go osobliwe poczucie zadowolenia.
Szczerzył zęby w dramatycznie anielskim uśmiechu, przerażającym i, w całej tej upiornie szelmowskiej otoczce, uroczo słodkim.
- To wspaniały dzień na chwilę odurzenia! – zamigał błyskawicznie, aby zaraz po chwili zmarszczyć czoło i powtórzyć zdanie w nieco wolniejszym tempie. Przestał się uśmiechać, a na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, który w mgnieniu oka przemienił się w tajemniczo podejrzaną minę. Ni to łobuzerski uśmieszek, ni to poirytowanie.
Schował dłonie pod poły ciemnoszarego płaszcza i zanim wyciągnął fiolkę z seledynową, gęstą cieczą, pogmerał palcami w wewnętrznych kieszonkach. Teatralne poszukiwania skarbu zakończyły się sukcesem, co zademonstrował arcydziwnym podskokiem i tupnięciem obitych butów o podłogę. Zasalutował, kurczowo ściskając w dłoni jaskrawozielony płyn a zaraz potem, wyciągnął rękę do nowego przyjaciela.
- Na relaks przy książce będziesz miał czas jak zostaniesz zombie, będziesz mógł czytać i oglądać telewizję do woli. A teraz, póki jesteśmy żywi i czujemy każdy dotyk i kierujemy się zmysłami… naćpajmy się! – oznajmił wymachując dłońmi przed nosem Wrońskiego i kiedy skończył, marszcząc brwi wskazał na rzucone przed nim rękawiczki. – Nie podobają Ci się? Sam uszyłem. Dla Ciebie.
_________________
Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
 
     
Lunatyk
Agent polowy
Bulletproof Heart


Pani/Pan: Franek Wroński
Wiek: 25
Ubiór: Koszulka z nadrukiem : Patrzcie jak foka płacze. Boże jaki żal, sprane dżinsy, trampki, skóra.
Ekwipunek: Scyzoryk, portfel, komórka i klucze od mieszkania, plecak

Dołączył: 25 Gru 2012
Posty: 44
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2013-04-14, 21:09   

Odkąd Franek poznał Parysa nauczył się trochę języka migowego, chociaż miał z nim jeszcze stosunkowo drobne problemy. Nie chciał, żeby znajomy złościł się na niego, że jakoś za wolno rozumie, czy myli się w miganiu. A do tego sam bardzo nie lubił się mylić.
Przyglądał się z zafascynowaniem towarzyszowi. Można śmiało nazwać go nietypowym, bo takich ludzi na co dzień się nie spotyka. A jak się spotyka to aż nachodzi chęć, żeby narysować, tylko właśnie w tym momencie odchodzi w tylko sobie znaną stronę.
Zmarszczył lekko brwi, bo zrozumiał tylko, co drugie słowo. Na całe szczęście Lulek zamigał drugi raz i w tym momencie uśmiechnął się szeroko. Ten tylko o jednym myślał.
Później ten jakby potwierdzając wcześniejsze słowa dokonał dokładnych poszukiwań 'czegoś', co okazało się być fiolką z czymś rażącym w środku. Kiedy znowu zaczął migać brwi Franka powędrowały powoli do góry.
-Chcesz mnie zabić? Co właściwie jest w tej fiolce? - Zapytał dość szybko jak na niego, jednak i tak nie wystarczająco. Nie miał do czynienia z rażącym po oczach płynem, który prawdopodobnie Parys miał ochotę wpakować mu do żyły. Sam ograniczał się do lżejszych rzeczy, chociaż to i tak rzadko.
-Sam zrobiłeś? Dla mnie? - Zapytał z niedowierzaniem i spojrzał na to misterne dzieło sztuki, stworzone przez dłonie przyjaciela. Wstał z krzesła i uściskał go w ramach podziękowania. Właściwie był to bardzo niepewny gest, bo nie wiedział jak Parys zareaguje, czy na przykład nie odsunie go i nie postuka się po głowie, jednak był także bardzo przyjazny.
 
  Inne konta: Bezimienna
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Template designed and created by Falcone
Strona wygenerowana w 0,36 sekundy. Zapytań do SQL: 7