Niewidzialni Strona Główna

     
   

Poprzedni temat «» Następny temat
Miasteczko
Autor Wiadomość
Nadia 
Detektyw amator


Pani/Pan: Nadia Crosseria
Wiek: 23
Ubiór: Duży bawełniany kremowy sweter do połowy ud, rajstopy czarne wzorzyste w kratkę, kozaki brązowe. Szary płaszczyk.
Ekwipunek: Dokumenty, paczka fajek, zapalniczka, pomadka do ust, telefon komórkowy, metalowy krzyżyk z łańcuszkiem

Dołączyła: 29 Gru 2012
Posty: 36
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-01-15, 20:24   

Mógł to inaczej rozegrać. Jednak wiadomo, że od zaraz nie można czegoś tak prosto wymyślić, jeśli się tego chce. To ma chyba swoją nazwę 'przeciwności losu'. I już nie chodziło o to, że nie zaprasza go bo ma swoje lata. Mężczyzna pozostaje mężczyzną. Niezależnie od wieku. Nie licząc niedoświadczonych chłopaczków. Sama też do końca nie wiedziała czy oczekiwał od niej tego zaproszenia. Nie powinna czuć się winna, biorąc pod uwagę to, że równie dobrze mógł się zatrzymać w hotelu. Co innego jeśli nie miałby takiej możliwości, wtedy może z dziwnym niepokojem o złamanie prostych zasad, zaprosiłaby go bez wahania. Ale było inaczej. Odetchnęła z ulgą? Oczywiście. Kiedy mógł spokojnie pójść w swoim kierunku, mieć gdzie spać, ona mogła powrócić do swoich czynności odkrywania wiadomości o rodzicach po zawartości domu. Pożegnała się z uśmiechem i kiedy tylko doszło do tego, że stracił grunt pod nogami, wzdrygnęła się na sam upadek. O, mamo! A pomyśleć, że prawie drzwi już całkiem zamknęła. Otworzyła je na oścież z lekko rozwartymi malinowymi ustami i bez chwili namysłu ruszyła ku niemu, martwiąc się? Noo, kto by się nie martwił! Nawet jeśli to było udawane, dźwięk jaki to oddało nie był zbyt zadowalający.
- Nic ci nie jest? - spytała szybko, pochylając się ku niemu, sama uważając przy tym, żeby się nie potknąć. Za ramię go złapała i zaczęła bez pytania go podnosić. - Odprowadzić cię do hotelu... - zaczęła, jednak zaraz sama zbeształa się za to, co powiedziała w myślach. - albo może... - zaczęła niepewnie, jednak nie skończyła. Patrzyła się na niego tylko tęgo, jakby chcąc dokończyć, a jednak wcześniej wyczekując jego słów, czy go boli właściwie.
On naprawdę to zrobił!
_________________
 
     
Abraham 
Agent polowy


Pani/Pan: Adam Gartner
Wiek: 38 lat
Ubiór: garnitur i czarny płaszcz
Ekwipunek: papierośnica, rozmówki polskie, telefon komórkowy, portfel, walizka: biblia, metalowy krzyż (wys. 27 cm), 2xdyktafon, termometr pokojowy, lampka kryminalistyczna, 2xkrótkofalówka (zasięg 2-5km), drugie śniadanie i kawa w termosie.

Dołączył: 20 Gru 2012
Posty: 45
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-01-15, 21:55   

Pewnie i mógł, ale nie bardzo miał jakiś inny pomysł. Fakt, dość ciężko przychodziły te najlepsze, kiedy były potrzebne, poza tym już tak przy niej kombinował, że tym razem uznał, że nie ma co się namyślać nie wiadomo ile, kiedy upadek powinien być wystarczający by plan się powiódł. No, przynajmniej tak uważał. Nie znał Nadii za dobrze, w zasadzie to pierwszy raz na oczy ją widział niecałe trzy godziny temu, nie licząc zdjęć, jakie pokazał mu kiedyś Fabian. W każdym bądź razie mógł się mylić i wcale dobrze nie przewidzieć tego, co Crosseria zrobi.
Abraham był takim typem, który w takiej sytuacji wolał już poudawać, że coś mu się nagłego, nieprzewidzianego przytrafiło, niżby miał prosić o to, by dziewczyna przygarnęła go na noc. Z jednej strony może i była to męska, w tym wypadku dosyć śmieszna duma, ale z drugiej strony Anglik chyba uznał, że tak wyjdzie bardziej naturalnie. W końcu nie był tam jakąś panienką (bez urazy), która nie wytrzymałaby jednej nocy bez ogrzewania, by wpraszać się komuś na noc do domu. Stąd też wymyślił drugi hotel, którego istnienie było możliwe, ale nie było pewne. Przenieść się z zamku, gdzie mieli awarię, do hotelu było już całkiem normalną rzeczą. No, a że po drodze miał mu się przydarzyć wypadek, to już inna sprawa...
Gartner, gdyby tylko był w stanie pomyśleć zaraz po upadku, pewnie zaśmiałby się w duchu, że ból, jaki odczuwa jest bardziej realny, niż udawany, co było dość zabawne skoro cała scenka miała być jedynie niegroźnym, acz widowiskowym pokazem kaskaderskim. Najwyraźniej nawet agent nie był w stanie wszystkiego zaplanować od a do z, wszystkiego przewidzieć. Upadając uderzył nie tylko plecami o ziemię, co spowodowało, że przez dwie, trzy sekundy nie mógł zaczerpnąć oddechu, ale też potylicą. Przez chwilę miał tylko mroczki przed oczami i nie wiedział, co się dzieje, ale szybko doszedł do siebie, odczuwając później już tylko ból i to, jak mu rośnie guz.
Kiedy zaczęła go podnosić, ten jedynie przeszedł z pozycji leżącej do siedzącej z lekko ugiętymi kolanami. Rękę położył sobie na potylicy i zacisnął mocno oczy na moment, jakby chcąc opanować ból.
- Uderzyłem głową. - wytłumaczył krótko nie patrząc na nią, po czym pochylił się nieco do przodu i przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Widocznie musiał porządnie rąbnąć. Nie dość, że ziemia w tym miejscu była wybrukowana, to jeszcze zlodowaciała. I tak dobrze, jeśli nie rozciął sobie głowy. Był to tak zwany fail. Czuł się, jak skończony idiota. Żeby nie potrafić się normalnie wywrócić jeszcze to planując wcześniej... Brak słów.
Normalnie pewnie zacząłby się z siebie śmiać, czy jakoś by to skomentował, ale na domiar złego musiał dalej odgrywać swoją rolę, gdyby zaczął się śmiać Nadia mogłaby sobie pomyśleć, że jest z nim w porządku i dojdzie do hotelu...
W końcu podniósł na nią swój wzrok.
- Daj mi sekundkę, zaraz powinno wszystko przestać wirować... - mruknął pół żartem pół serio, chociaż nie wyglądał jakby miał w tym momencie ochotę na dowcipkowanie. Też nie chciał jakoś tego wyolbrzymiać, bo by go jeszcze do szpitala chciała wziąć.
Dziewczyna oczywiście nie była w stanie go podnieść, kiedy ten nie współpracował. Wstać na razie nie zamierzał. Niech jeszcze chwilę posiedzi, będzie wyglądać to poważniej.
W zasadzie chyba nic mu nie było, czuł jedynie ból po uderzeniu głową i dużo mniejszy ból kości ogonowej, która bez wątpienia była stłuczona.
_________________

Yeah, we are observing you, monsty.
  Inne konta: Franz
     
Nadia 
Detektyw amator


Pani/Pan: Nadia Crosseria
Wiek: 23
Ubiór: Duży bawełniany kremowy sweter do połowy ud, rajstopy czarne wzorzyste w kratkę, kozaki brązowe. Szary płaszczyk.
Ekwipunek: Dokumenty, paczka fajek, zapalniczka, pomadka do ust, telefon komórkowy, metalowy krzyżyk z łańcuszkiem

Dołączyła: 29 Gru 2012
Posty: 36
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-01-16, 14:08   

Każdy ma swoje myślenie, wartości i sposoby działania. To, że nie udało się współgrać z jego chęciami, co do podejmowania przed nią decyzji nie było zależne już nawet od niej, a tym bardziej od niego i sprawdzonych założeń. Ale od sytuacji, jakie nasuwały jej własne przemyślenia i czynności. Nie specjalnie robiła wszystko, co było przeciwne z jego zamiarami, nasilając jego problem. Gdzie nic mu to nie ułatwiało. Choć powinno pójść chociaż po części jak z płatka. Każde posunięcia mężczyzny, były naturalne, nawet jakby pokazał, że wolałby zostać u niej, jako człowiek w potrzebie, nie uznałaby tego za uniżenie swej dumie, albo jakiegoś kombinowania. Bo co prawda tym można to wszystko nazwać. Musiał zostać przy niej, by nie zrobiła czegoś głupiego i nie znalazła czegoś, czego nie powinna. I sytuacja zmuszała go do dziwnych czynności i posunięć. To było tak ważne, że aż dopuścił się własnego zranienia, w formie upadku, nawet jak nie było to konieczne (no ale duma zrobiła swoje). Nie doszukiwałaby się w tym czegoś dziwnego, bo przedstawił jej fakt pozbawionego ogrzewania, ale i też nie należy zapominać, że dziewczyna jutro miała pochować swoich rodziców, co prowadziło do lekkiego wahania emocji i wrażeń. Taką osobą można łatwo manipulować, chociaż nie oznacza, że jest wtedy głupsza. Po prostu nie dostrzega wszystkiego. Tylko trzeba wszystko dobrze rozegrać, bez potknięć. A on potknął się teraz niebywale głośno. Przyprawił ją o kolejne zmartwienie, gdzie nie byłoby sposobu, żeby nie doszedł do swojego celu. Nawet jeśli początkowo trwała przy tym, by zostać sama i nawet rozważała odprowadzenie go do hotelu. Zaczęło się pewne wahanie. I to przesądziło o zmianie jej decyzji. Nie wyglądało to dobrze…
Wypuściła powietrze z rozwartych nieco ust, przyglądając się zmartwiona czy wszystko jest w porządku z nim, z jego głową. Nie myślała go puszczać, ciągle trzymając jego ramię, choć mogła trzymać je za mocno.
- Bardzo?! – podniosła głos nieświadomie, marszcząc czoło panicznie. Gdyby to było coś poważnego, a z jego zachowania wywnioskowała, ze to nie byle co… naprawdę musiałaby go zanieść do szpitala. Ale problem w tym, że ona nie wiedziała czy tu w ogóle coś takiego jest! Głęboko wzięła powietrza, rysy jej twarzy złagodniały jak i głos. Musiała się uspokoić. Nie sądziła, że może tak panikować. A przecież nie było krwi. Nie mogło być źle. Przesadzała. – Miejmy nadzieję, że nie dostałeś wstrząsu. Chodź, musisz się teraz położyć.
Kucała przy nim, będąc już nieco uspokojona. Może przez jego słowa, kto wie. Gdyby coś było na rzeczy, straciłby już przytomność, ale skoro kręcenie ustępowało i był w stanie rozmawiać, trzeba było być dobrej myśli.
- panie Abrahamie, lepiej już? Czy możemy… - no dobra powie to. – Czy może pan się chociaż podnieść, żeby dojść do środka domu?
Nie odrywała od niego spojrzenia roziskrzonych ocząt. Nie rozglądała się, bo nic nie mówiło za tym, że byłby tu ktoś jeszcze, kto pomógłby jej z nim.
_________________
 
     
Abraham 
Agent polowy


Pani/Pan: Adam Gartner
Wiek: 38 lat
Ubiór: garnitur i czarny płaszcz
Ekwipunek: papierośnica, rozmówki polskie, telefon komórkowy, portfel, walizka: biblia, metalowy krzyż (wys. 27 cm), 2xdyktafon, termometr pokojowy, lampka kryminalistyczna, 2xkrótkofalówka (zasięg 2-5km), drugie śniadanie i kawa w termosie.

Dołączył: 20 Gru 2012
Posty: 45
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-01-18, 15:00   

Nadia przejęła się całym tym zajściem, co po części odpowiadało Adamowi. Przynajmniej nie bagatelizowała sprawy dzięki czemu mógł liczyć, że teraz już nie puści go do zmyślonego hotelu. Nie czuł się jednak dobrze z tym, że był zmuszony dostarczyć dziewczynie kolejnej dawki niezdrowych emocji. W końcu miała ich już w nadmiarze po śmierci swoich rodziców i nie chciał dodatkowo pogarszać jej samopoczucia. Sam również chętnie odpuściłby sobie bolesną wywrotkę, gdyby nie uważał jej za konieczną przy wykonaniu zleconego przez Norwega zadaniu.
Cieszyło go równocześnie, że swoją osobą zajmie dziewczynie trochę jej czasu dzięki czemu mniej go poświęci na przeszukiwanie domu Fabiana i Sorin. Poza tym najważniejsze dla niego było, żeby szatynka zaproponowała mu, by został u niej na noc. Leżąc w łóżku co prawda nie miałby zbyt dużej kontroli nad tym, co ona robi, ale w między czasie będzie mógł coś jeszcze wymyślić by znaleźć jej zajęcie.
- Trochę. - odparł na jej pytanie krótko. Nawet nie bardzo wiedział, czy mocno uderzył, czy też nie bardzo, bo w przypływie adrenaliny nie odczuwał tego tak bardzo. Teraz dopiero, kiedy powoli dochodził do siebie ból dawał o sobie wyraźniej znać.
Jej kolejne słowa udowodniły, że posunięcie (nawet jeśli nie najlepsze z możliwych) poskutkowało. Tyle mu wystarczyło, by mógł się poczuć usatysfakcjonowany, której oczywiście po sobie nie pokazał.
- Abe. - poprawił ją, kiedy rzuciło mu się w oczy, że znów używa do niej tej dziwnej formy, do której w najmniejszym stopniu nie był przyzwyczajony. Pokazał też w ten sposób, że kontaktuje w całkiem zadowalającym stopniu. - Myślę, że tak. - odpowiedział.
Po chwili z jej pomocą wstał dość niepewnie. Zachwiał się lekko, ale szybko to opanował. Podniósł swój bagaż, który w porównaniu z torbami Nadii był lekki i ruszyli powoli w kierunku drzwi.
_________________

Yeah, we are observing you, monsty.
  Inne konta: Franz
     
Nadia 
Detektyw amator


Pani/Pan: Nadia Crosseria
Wiek: 23
Ubiór: Duży bawełniany kremowy sweter do połowy ud, rajstopy czarne wzorzyste w kratkę, kozaki brązowe. Szary płaszczyk.
Ekwipunek: Dokumenty, paczka fajek, zapalniczka, pomadka do ust, telefon komórkowy, metalowy krzyżyk z łańcuszkiem

Dołączyła: 29 Gru 2012
Posty: 36
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-01-19, 15:39   

Oczywiście, że się przejęła, bo kto by nie zareagował podobnie, kiedy sam dźwięk już sprawiał kwaśne i niepokojące odczucie. Musiałaby być nieczuła na nic, żeby usłyszeć to i po prostu z tą wiedzą zamknąć drzwi, jakby jej to już nie obchodziło, gdzie po sekundzie by zapomniała o tym. A są takie przypadki, a przynajmniej muszą być. Przynajmniej sam miał wyrzuty sumienia, że zapewnił jej kolejną dawkę wrażeń. Co mogło niezbyt przejść, jednak jak widać Panienka Crosseria trzyma się dobrze i nie panikuje za bardzo, biorąc się dość szybko w garść. Chociaż z innej strony, to co zrobił perfidnie odwróciło jej myśli od śmierci rodziców. Może powinna mu podziękować? Całe szczęście nie narobił sobie większego problemu jeśli chodzi o zdrowie, nawet jeśli taka wywrotka to jeszcze nic w porównaniu z jego zleceniami, czasami nawet najmniej wyglądający na poważnie wypadek, może doprowadzić do o wiele gorszych skutków, jak to bardziej niebezpiecznego. Na dodatek jeszcze powinna czuć się temu wszystkiemu winna, gdzie w końcu to ona była tutaj powodem tych całych działań mężczyzny.
Wstrzymała na moment powietrze, zaciskając usta w kreskę, jakby nad czymś myśląc. Czy powinna czuć się lepiej po usłyszeniu od niego, że nie jest tak źle? Nawet on nie mógł tego potwierdzić, bo to się okaże później. Nie była też zachwycona tym, że popsuto jej pierwotne plany i miała teraz na głowie inny problem… jednak gdy doszła do tego, że coś takiego przecież, nie może być istotą ‘problemu’ skoro jakby nie było pomógł jej wcześniej, oprowadzając i zajmując czas. Jak i bagaż przyniósł. Zatem była mu winna opiekę. Dlatego odetchnęła, gdzie łagodny uśmiech przebiegł niepostrzeżenie po jej twarzy, gdy ją poprawił.
- Oh, tak, wybacz, Abe. Ale ta różnica wieku, rozumiesz? – przymrużyła oczy przebiegle, lekko przechylając głowę na bok. – nie często miałam do czynienia z takimi osobami, które nie wymagały od młodszego szacunku w formie per pan – cmoknęła, pomagając mu oczywiście wstać. Bo ani myślała go puszczać, aż nie będzie pewna, że naprawdę wszystko jest już w porządku. Nie dziwne też było, że przejęła od niego jego bagaż, bez żadnych słów sprzeciwu. – Wezmę to- rzuciła pewnie, już zaraz potem wprowadzając go do środka. Zamknęła za nimi drzwi. W środku zaczynało robić się cieplej, przez ogień w kominku, co dało się wyczuć też w powietrzu. Zerknęła na niego kontrolnie, prowadząc go do sofy, jakiś ponad metr od kominka, gdzie jego torbę zostawiła z tyłu mebla.
- Na pewno już lepiej? Może zrobić ci herbaty? – zaproponowała gdy tylko oderwała od niego swoje ręce, pozwalając mu się ułożyć na kanapie.
_________________
 
     
Abraham 
Agent polowy


Pani/Pan: Adam Gartner
Wiek: 38 lat
Ubiór: garnitur i czarny płaszcz
Ekwipunek: papierośnica, rozmówki polskie, telefon komórkowy, portfel, walizka: biblia, metalowy krzyż (wys. 27 cm), 2xdyktafon, termometr pokojowy, lampka kryminalistyczna, 2xkrótkofalówka (zasięg 2-5km), drugie śniadanie i kawa w termosie.

Dołączył: 20 Gru 2012
Posty: 45
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-01-21, 21:25   

Nie oponował, kiedy wzięła od niego torby, uznał, że nie ma co się w takich okolicznościach wykłócać, kiedy chce się wypaść wiarygodnie. Co nie zmieniało faktu, że gdyby nie konieczność płynąca z służbowego obowiązku, to zachowałby się całkiem inaczej.
Na jej słowa mimowolnie się zaśmiał. Chyba jeszcze nikt mu nie powiedział, że jest stary, wszyscy, nawet młodsi od Nadii mówili mu Abe, czy Adam, a przynajmniej Ci, co go lepiej znali. Może faktycznie jego wygląd, w tym, w głównej mierze sam ubiór podsuwał na myśl to, że trzeba traktować go z należytą grzecznością. Mimo wszystko był on typowym facetem w wieku 38 lat. Nie uważał się za nie wiadomo jak dojrzałego, wymagającego wychowania od młodszych, nawet dwudziestolatkowie niekiedy mogli go traktować, jak 'kumpla'.
- Różnica wieku? Mówisz tak, żeby nie powiedzieć, że jestem stary? - odparł z rozbawieniem, bynajmniej nie ze złością. Też nie był gościem, który miał kryzys wieku średniego, by obrażać się, jak ktoś nazwie go starym. Zwyczajnie sam nie odbierał siebie, jako starego. Pomiędzy nim, a dziewczyną było 15 lat różnicy, które w jego mniemaniu nie było znowu taką wielką różnicą. - Spoko, kminię - nawyk. - odpowiedział angielskim slangiem młodzieżowym w ramach żartu z lekkim uśmiechem na twarzy.
Kiedy siedział już na kanapie ułożył się wygodnie. Nie chciał jej za nadto zawracać głowy, miał też sumienie i nie chciał jej zabierać cennego czasu, teoretycznie nie musiał jej pilnować, kiedy była w domu, bo tu mógłby przypuszczać, że nic nie znajdzie. Przynajmniej nic bardzo niebezpiecznego. Poza tym chyba Norweg rozumiał, że Abraham nie bardzo mógł mieć wpływ na to, co dziewczyna tu robi, przecież jej nie zaknebluje i nie zwiąże. Grunt, że był w domu i miał ją na oku. Tyle mu wystarczyło.
- Naprawdę nie musisz się mną przejmować. Mam książkę, poczytam sobie, a ty rób, co chcesz. Nie zwracaj na mnie uwagi. - odparł życzliwie. - Dziękuję, nie trzeba. - dodał, gdy zapytała o herbatę.
_________________

Yeah, we are observing you, monsty.
  Inne konta: Franz
     
Nadia 
Detektyw amator


Pani/Pan: Nadia Crosseria
Wiek: 23
Ubiór: Duży bawełniany kremowy sweter do połowy ud, rajstopy czarne wzorzyste w kratkę, kozaki brązowe. Szary płaszczyk.
Ekwipunek: Dokumenty, paczka fajek, zapalniczka, pomadka do ust, telefon komórkowy, metalowy krzyżyk z łańcuszkiem

Dołączyła: 29 Gru 2012
Posty: 36
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-01-21, 22:45   

Oczywiście wiedziała, że wolałby nieść swoje bagaże, w końcu był prawym mężczyzną, jak zdążyła już zauważyć wcześniej. Jednak wewnętrznie cieszyła się, że minęły ją przekomarzania z nim, że to zrobi, zamiast niej. To w jakimś czasie i budowało, sprawiając poczucie przynależności, że się przydaje do czegoś, a nie. Jego śmiech postawił ją w stan gotowości, jakby sprawdzając, czy nie uderzył się w głowę zbyt mocno i teraz są tego efekty. Ale nie… wiedziała, że to przez użycie słów jakie wypowiedziała , określające jego wiek. Choć nie tak chciała, żeby to zabrzmiało, a przynajmniej nie tak dosłownie. Starszy owszem, ale, że stary? Nie uważała też, że używania zwrotów, przez per pan było czymś złym. Nawet ona spotkała się z tym, że ją tak nazywano. A oczywiście słyszała to od młodszego pokolenia, choć i zdarzały się wyjątki. Zresztą, jak zawsze od jakichś reguł. A przynajmniej tak się wydaje.
- Abe – zaznaczyła to słowo mocno, jakby pokazać mu, ze już to przechwyciła.
– Mówię tak, żeby powiedzieć, że nie jesteś stary, ale starszy. – wyjaśniła pokrótce, sama nieoczekiwanie będąc przy tym lekko rozbawiona. W sumie to nie wiedziała ile było różnicy między nimi, ale mogła się domyśleć, że dziesięć lat to minimum, chyba, ze jakieś inne czynniki wywołały ten dziwny efekt postrzegania.
- A to różnica. Mam nadzieję, że nie masz już poczucia, że faktycznie nie daleko ci do starości – dopowiedziała to zadziornie. I nawet specjalnie, by uśmiechnąć się łagodnie i zakończyć tą niekoniecznie potrzebną rozmowę o tym.
Byli w środku. Z chwili na chwilę, przestawała się o niego martwić choć jakieś cierpkie odczucie, przy wcześniejszej sytuacji ciągle ciążyło jej seriami. Ale nie przywykła się tym przejmować, wiedząc, że przejdzie. Nie sądziła, że dzisiaj nie będzie tu samo. To był większy temat do rozmyślań. Miała obok siebie mężczyznę, który spędzi tutaj noc i naprawdę powinna się zachowywać jakby go tutaj nie było?
- Nie przejmuję się – tak jakby sama sobie chciała zaprzeczyć. Podeszła do paleniska i rzuciła do niego dwa drewienka. – Naprawdę mam nadzieję, że już z tobą wszystko porządku. Jak coś to wołaj dobrze? – napomknęła jeszcze odwracając się ku niemu z ciepłym uśmiechem. Sama przeszła do stolika z którego wzięła książkę, jaką wyciągnęła z regału, kiedy on tu jeszcze był wcześniej, o legendach.
– To ja też się zabiorę za lekturę .
Nie usiadła obok niego na kanapie, ale na fotelu, jaki miał swe położenie obok, nawet bardziej przy kominku.

Trwali tak pewnie, jakiś czas w ciszy, gdzie oddała się lekturze. Nie była jednak z nim ciągle, bo zdarzyło jej się gdzieś zniknąć, poza jego okiem na jakiś czas, gdzie nie wiedział co mogła robić. I nawet nie wiedziała, kiedy po wszystkich czynnościach, usnęła na pościeli łóżka u własnych rodziców w oddzielnym pokoju. Być może Abe przyniósł jej koc, albo został na dole i oziębiła się lekko, bo właśnie w danym momencie ciągle działający zegar na korytarzu wybił siódmą rano.
_________________
 
     
Abraham 
Agent polowy


Pani/Pan: Adam Gartner
Wiek: 38 lat
Ubiór: garnitur i czarny płaszcz
Ekwipunek: papierośnica, rozmówki polskie, telefon komórkowy, portfel, walizka: biblia, metalowy krzyż (wys. 27 cm), 2xdyktafon, termometr pokojowy, lampka kryminalistyczna, 2xkrótkofalówka (zasięg 2-5km), drugie śniadanie i kawa w termosie.

Dołączył: 20 Gru 2012
Posty: 45
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-01-24, 11:36   

Mężczyzna również uznał, że nie ma co ciągnąć tematu o wieku. Zabrał się za czytanie, cieszyło go, że Nadia przez dłuższy czas siedziała obok niego, dzięki czemu mógł mieć ją na oku. Kiedy poszła do innego pokoju nadal siedział i czytał książkę. Dopiero, kiedy odgłosy z innej części domu ucichły postanowił pójść sprawdzić, czy dziewczyna śpi. Domysły okazały się trafne, co bez wątpienia poprawiło mu nastrój. Sam również chciał już iść spać.
Zanim wyszedł nakrył Nadię kocem, jaki leżał na fotelu w sypialni. Zwrócił uwagę na posążek kota, jaki Crosseria musiała postawić na szafce nocnej, kiedy się tutaj kładła. Zbliżył się i wziął do ręki ozdóbkę. Oglądnął ją, obrócił w palcach. Nic się nie stało. Wyglądał w zasadzie dość typowo. Odłożył przedmiot na swoje miejsce i wyszedł z pokoju.
Znów zajął swoją kanapę układając się na niej, a wcześniej zdejmując marynarkę i buty. Niedługo trwało, aż zasnął.
Kiedy Nadia się obudziła, mężczyzna dalej spał. Zegar nie miał szans go obudzić, był do nich przyzwyczajony, bo w domu miał cztery takie bijące zabytki.
_________________

Yeah, we are observing you, monsty.
  Inne konta: Franz
     
Nadia 
Detektyw amator


Pani/Pan: Nadia Crosseria
Wiek: 23
Ubiór: Duży bawełniany kremowy sweter do połowy ud, rajstopy czarne wzorzyste w kratkę, kozaki brązowe. Szary płaszczyk.
Ekwipunek: Dokumenty, paczka fajek, zapalniczka, pomadka do ust, telefon komórkowy, metalowy krzyżyk z łańcuszkiem

Dołączyła: 29 Gru 2012
Posty: 36
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-01-26, 23:12   

Gęsta mgła spowiła ją całą, jakby chcąc ją pochłonąć. Bezczelna, jak ona może? -pomyślała w pierwszej chwili, próbując rękami odgonić ją od siebie gwałtownie. Z każdą chwilą zamiast likwidować białe zjawisko, jej ręce robiły się coraz cięższe, raz za razem, sekunda za sekundą. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Nic nie słyszała, a może jednak? Tak, coś zbliżało się w jej kierunku... obróciła się wokół własnej osi, nie wiedząc z której strony to nadchodzi. Czy ona drżała? Nie, wydawało jej się. To dlaczego czuła teraz ulgę? To przez zimno, które zastąpiło nieoczekiwane ciepło. Ale dalej coś przy niej było. W momencie obrócenia ciemny cień ruszył na nią...


W nocy obudziła się raz. Kiedy miała już na sobie ciepły koc. Jednak nie myślała, że go nie miała wcześniej. Ten sen był taki... realny? Całe szczęście po ponownym zamknięciu oczu, obudziła się dopiero równo z wybiciem zegara. A więc siódma rano?
Nie powracała do snu, jednak jedna myśl przyszła nieoczekiwanie.
To dzisiaj. Dzisiaj muszę pochować swoich rodziców. Witać się w ludźmi, których nie znam i udawać, że nie mam nic przeciwko...
Walizkę przytargała do tego pokoju już wczoraj, przez co nie musiała schodzić na dół i obeszło się bez budzenia mężczyzny, o którym nie zapomniała. Na dole spał Abraham, odpuszczając na moment wartę. Przynajmniej tak można to określić.Przygotowała ciemną sukienkę i rajstopy. Miała też stosowny kapelusik na dzisiejszą uroczystość. Tymczasem ubrała się w coś luźniejszego, ciemne spodnie, jak i biały top, z czarnym żakietem. Włosy zostawiła w tym momencie rozpuszczone, później się wszystkim zajmie. Oprócz rzeczy jakie znalazła przypadkowo natrafiła na grzebień ozdobny wpijany do włosów, zapewne jej matki, Sorin. Coś ją tchnęło i dołączyła to do kompletu przygotowanego na pogrzeb.
Zeszła na dół. Niestety nie było nic do jedzenia, gdzie pozostało napić się jej tylko kawy i zadowolić się pozostałością po podróży w formie batonika. Gorzej z gościem, jaki powinien pomału dobudzać się w salonie.
_________________
 
     
Abraham 
Agent polowy


Pani/Pan: Adam Gartner
Wiek: 38 lat
Ubiór: garnitur i czarny płaszcz
Ekwipunek: papierośnica, rozmówki polskie, telefon komórkowy, portfel, walizka: biblia, metalowy krzyż (wys. 27 cm), 2xdyktafon, termometr pokojowy, lampka kryminalistyczna, 2xkrótkofalówka (zasięg 2-5km), drugie śniadanie i kawa w termosie.

Dołączył: 20 Gru 2012
Posty: 45
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-04-04, 14:13   

W przeciwieństwie do bicia zegara, obecność Nadii, no i przede wszystkim dźwięki jakie temu towarzyszyły obudziły mężczyznę. Nie był jednym z tych, którzy spali ciężkim, głębokim snem, a wstawali w południe.
Otworzył oczy i spojrzał na zegarek na ręce. Siódma. Podniósł się do siadu dość leniwie i przeczesał dłonią swoje włosy. Dziewczyna była w kuchni, toteż po niedługiej chwili tam się udał.
- Cześć. - krótko się przywitał. Nieszczególnie był głodny, jadł zazwyczaj gdzieś o 13 swój pierwszy, a zarazem (najczęściej) przedostatni posiłek.
W przeciwieństwie do dziewczyny mu nic nie zakłóciło snu, nic nie wzbudziło żadnych podejrzeń, by musiał się budzić i sprawdzać, co się dzieje. Co dziwne, zważywszy, że na ogół był wyczulony na tego typu sprawy.
- Masz coś na śniadanie dla siebie? - spytał. - Jak coś, to możemy skoczyć do Zamku, tam powinna być jakaś restauracja. - dodał. Zresztą do Zamku i tak musieli iść i być tam najpóźniej o 9. Trzeba było się więc szybko umyć, ubrać i wychodzić.
- W każdym razie mną się nie przejmuj. Spokojnie się przygotuj do wyjścia, a ja skorzystam po Tobie z łazienki, jeśli można. - dodał.
_________________

Yeah, we are observing you, monsty.
  Inne konta: Franz
     
Nadia 
Detektyw amator


Pani/Pan: Nadia Crosseria
Wiek: 23
Ubiór: Duży bawełniany kremowy sweter do połowy ud, rajstopy czarne wzorzyste w kratkę, kozaki brązowe. Szary płaszczyk.
Ekwipunek: Dokumenty, paczka fajek, zapalniczka, pomadka do ust, telefon komórkowy, metalowy krzyżyk z łańcuszkiem

Dołączyła: 29 Gru 2012
Posty: 36
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-04-26, 10:28   

Sama nie zdawała sobie sprawy, że od przebudzenia nieco nerwowo zaczynała się krzątać po domostwie, którego za nic nie znała i nie uważała za swoje. Tutaj mieszkali jej rodzice, tutaj sama mogła mieszkać, kiedy jeszcze była małym dzieckiem, ale nie... nic ze wspomnień nie powracało, kiedy przechodziła koło ścian, rzeczy, nawet barwnego obrazu, który przykuł jakoś na dłużej jej uwagę i nawet zdążyła go ocenić na stary, ale bardzo dobry.
- Cześć - wypowiedziała to przywitanie cicho. Uśmiechnęła się nawet z lekka, dopijając swoją kawę, którą przygotowała nie tak dawno temu. Propozycja śniadania nieco ją obudziła. Jednak sam batonik, który pochłonęła w mig nie wystarczył. Ale czy można się temu dziwić?
- Dobra myśl Abrahamie. Muszę w końcu nabrać sił na to, co czeka mnie później - tutaj zrobiła krótką pauzę, jakby zamyśliła się nad czymś. - Tak, ten dzień, będzie strasznie ciężki.
Westchnęła między lekko rozwarte usta, powracając do mężczyzny spojrzeniem, bo raczej oprócz spojrzenia na niego przy przywitaniu, nie uświadczyła go swą pełną uwagą.
- Już idę.
Czas najwyższy się odświeżyć. Nie zajęło jej długo czasu też i przebranie się, gdzie po pół godzinie już była na dole, gotowa do wyjścia. Wszystkie przedmioty jakie miała zgarnęła do ciemnej dużej torby, którą miała zamiar dzisiaj targać przez cały boży dzień.
- Mam nadzieję, że już lepiej...- nawiązała kiedy powrócił do niej, odnośnie wczorajszego wypadku.
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Template designed and created by Falcone
Strona wygenerowana w 0,44 sekundy. Zapytań do SQL: 7