Niewidzialni Strona Główna

     
   

Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój odpraw
Autor Wiadomość
Lulek Czarny 
Naukowiec
Halucynowy Książę


Pani/Pan: Parys Dragan Milijković
Wiek: 29 lat
Ekwipunek: Strzykawka ze środkiem zwiotczającym mięśnie, dwa skręty, sześć tabletek morfiny, smartfon, portfel, zapalniczka.

Dołączył: 01 Mar 2013
Posty: 14
Wysłany: 2013-03-08, 16:30   

Żółtodziub pląsał w labiryncie korytarzy jak zagubiona baletnica, raz po raz zmieniając trajektorię szybkiego marszu i wracając do punktu, z którego przybył. Odnalezienie się pośród tylu bezkresnych ścieżek prowadzących do tysiąca różnych sal i pokojów, skąd przez kolejne drzwi można było wejść w rzeczywistość coraz to nowszych i bardziej zawiłych korytarzyków, zajęło mu nie więcej niż dwadzieścia sześć minut. Spacer jajogłowego ze względu na swój analityczny charakter, należał do tych kreatywnie męczących umysł wycieczek, dla których warto tracić nawet cenny czas. W przeciągu niespełna trzydziestu minut byłby wstanie odtworzyć w głowie strukturę budynku, kompozycję lub konfigurację jego korytarzy oraz z niemal bezbłędną precyzją podać numery sal na piętrach, przez które przechodził najdłużej. Penetrowany powtórnie w głowie schemat tego obiektu szybko zakopywał się w chłonnej pamięci Parysa –i w tej chwili, kiedy obrazy mijanych przejść migały mu w wyobraźni, podziękował pracownikom za to, że ani jeden zaczepiony, nie był w stanie odgadnąć słów płynących z języka migowego. Dzięki temu gubił się samotnie, aż wreszcie metodą prób i błędów dotarł do upragnionego celu.
Niedorzeczne wydawało mu się pukanie do drzwi, skoro zaproszenie do środka byłoby zaledwie głuchym zezwoleniem. Bez chwili zwątpienia nacisnął za klamkę, a następnie otworzył drzwi wychylając zza nich głowę. Jedna, samotna kobieta i o kilka razy więcej krzeseł przy całkiem dużym stole były znakiem, że przyszedł za szybko. Zanim zajął miejsce naprzeciwko nowej koleżanki, obszedł cały pokój dookoła. Ciekawskie spojrzenie najpierw analizowało rozkład pomieszczenia, a później wbiło się w młodą damę i na niej zatrzymało się jeszcze wtedy, kiedy siadał. Skinął głową, choć mimika jego twarzy, twarzy cichego obserwatora, nie zmieniła się ani o ociupinę.
_________________
Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
 
     
Czardynin
Ciocia Dynia



Dołączył: 19 Sty 2013
Posty: 57
Wysłany: 2013-03-09, 14:12   

Stanowczy kobiecy krok, rozniósł się echem stukających o podłogę szpilek, a zaraz potem do pokoju odpraw wkroczył nie kto inny jak sama przełożona Brytyjskiego oddziału. Bez pukania. Niestety przesadna grzeczność nie należała do jej zalet. W końcu po co tracić czas na tak nieistotne szczegóły jak pukanie, potem trzeba jeszcze poczekać aż ktoś zaprosi nas do środka. Strata czasu. To ona tu była szefem.
Elizabeth była dwie minuty przed czasem i spoglądając po zebranych agentach, skrzywiła się lekko. Dlaczego jeszcze nie ma wszystkich? Jak miała poprowadzić odprawę skoro się spóźniali?
- Dlaczego Bennet jeszcze nie ma? - spytała chłodno, bez zbędnych wstępów, spoglądając bezpośrednio na Licho. Lulek i tak nie mógł jej usłyszeć, ani odpowiedzieć... Powinna wprowadzić przymusowe szkolenia z języka migowego dla agentów, albo coś w tym stylu... Ale czy warto wydawać fundusze na nauczycieli, gdy jak na razie mieli tylko jednego głucho-niemego agenta?
- Nie ważne - dodała zaraz, pewnie i tak nie mieli pojęcia, szkoda tracić czas. - Nie będę na nią czekać. Przekażecie jej, co powiedziałam.
_________________
  Inne konta: Q, Kudłaty
     
Licho 
Medyk | Agent polowy
Dr No-Frankenstein


Pani/Pan: Ida Kaljumäe
Wiek: 28
Ubiór: czarna koszula, ciemne jeansy wpuszczone w oficerki
Ekwipunek: telefon, portfel, dokumenty, latarka, notatnik, torba lekarska z mniej lub bardziej podstawowym wyposażeniem, leki

Dołączyła: 24 Lut 2013
Posty: 19
Wysłany: 2013-03-10, 19:28   

Nadejście Lulka spowodowało, że Ida prawie natychmiast wyprostowała się na swoim fotelu. Jakoś tak doszła do wniosku, że może jej rozwalona pozycja na siedzisku, raczej mało ma wspólnego z profesjonalnym wyglądem, a dużo bardziej z zblazowaniem i lekceważeniem. A na pewno wolałaby nie uprzedzać do siebie towarzysza na samym początku potencjalnie niebezpiecznej misji. Kiedy agent obchodził salę, Licho nie przyglądała się, cóż uznała, że może to ten jeden (z wielu wśród Niewidzialnych), który ma paranoje, musi sprawdzić każdy kąt, a okna musi mieć, bo właściwej stronie, w końcu nomen omen licho nie śpi. W momencie gdy mężczyzna zajął miejsce naprzeciw, również skinęła mu głową i się uśmiechnęła tak nawet życzliwie, choć wypadło dość blado, coś jak skazaniec do skazańca w kamieniołomie.
Słysząc kroki Ida przeniosła wzrok z któregoś okna na drzwi, w których zjawiła się Elisabeth.
Pani Bennet - psycholog, ona - lekarz i jakiś agent, co oznacza, że albo wysyłają ich na zlecenie dla emerytów (w tym wypadków brak jakichkolwiek protestów z lichej strony), albo mają nadwyżkę w specjalistach. Zanim jej te myśli przeleciały przez głowę, szefowa sekcji brytyjskiej przeszła dalej.
- Oczywiście - potaknęła, w sensie, że przekaże agentce informacje, choć wolałaby, żeby poczekać na tamtą, w pięć minut może i jest możliwość spowodowania armagedonu, no ale bez przesady.
  Inne konta: -
     
Pani Bennet 
Psycholog | Agent polowy


Pani/Pan: Anastazia Bennet
Wiek: 28
Ubiór: Czarna skórzana kurtka, bojówki ciemne i brązowe trzewiki. Okulary w czarnej oprawie, przewieszone przez biały top.
Ekwipunek: Telefon służbowy, scyzoryk

Dołączyła: 10 Sty 2013
Posty: 20
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-03-12, 08:12   

Dzisiejszego poranka była na drugim krańcu Londynu. Nie lubiła się spóźniać, choć już w momencie załatwiania tej pewnej nagle wypadającej prywatnej sprawy, wiedziała, że to nieuniknione. Jednak co zrobić. Zarzuciła na siebie szybko czarną skórzaną kurtkę, ciemne włosy spięła do dość ciasną kitkę u szczycie głowy, kiedy dotarła jeszcze do swojego gabinetu by chwycił w ręce jedną z teczek; Wczoraj pracowała nad jedną nagłą sprawą, w zleceniu jeszcze zanim uporała się z dokumentami Kudłatego. Zawisło to nad nią po prostu nieoczekiwanie, sprowadzając jej nieco zamieszania. Ale czas nie był przeszkodą, dlatego nie było po niej widać oznak zmęczenia, czy też stresu, bądź irytacji. Już przemierzając długi korytarz mogła usłyszeć, przez lekko uchylone drzwi głos chłodny i nieco podwyższony. Dzisiaj Pani Bennet nie miała na sobie szpilek, ale wygodne trzewiki w odcieniu brązu, z czarnymi paskami i tak inny od zawsze ubiór dolny, luźno przylegających do niej ciemnych bojówkach.
Weszła do pokoju nieoczekiwanie w pierwszej kolejności zwracając się do samej właścicielki podniesionego głosu.
- Myślę, że nie będzie takiej potrzeby Pani Elizabath - powiedziała spokojnie, nieco dosadnie mierząc ją spojrzeniem. Kącik ust drgnął jej i skinęła głową po reszcie 'ekipy'? Szczerze, Bennetowa nie lubiła pracować grupowo i mało kiedy wybierała się na zlecenia. Jednak tego właściwie potrzebowała. Ostatnia rocznica śmierci jej córki nieco ją podniszczyła. Jak zawsze zresztą...
- Witam resztę - a więc miała pracować z NIMI. Cóż poniekąd wiedziała o każdym to i owo, jednak nie było widać, że jej to przeszkadza, choć nie powiem tak jak i u Licho, przeszła jej dzika myśl Cóż to za misja, że łączą właśnie ich?. Nie uważała jednak tak jak ona, że to coś rodem z pozostałości. To musiała być ważne ziółko do rozwiązania, skoro połączono ich persony.
- Nie wiem czy szef wspominał - zwróciła w strony kobiety, kiedy powróciła do niej spojrzeniem teczkę z jaką tutaj przyszła. - Podobno wie Pani, co ma z tym zrobić.
Posłała jej delikatny uśmiech.

Wybaczcie, że tak późno! Post też nie wiem czy nie marny, ale mam nadzieję, że wystarczający do dalszego rozwinięcia.
_________________

�We all die. The goal isn't to live forever, the goal is to create something that will.�
  Inne konta: Nadia
     
Lulek Czarny 
Naukowiec
Halucynowy Książę


Pani/Pan: Parys Dragan Milijković
Wiek: 29 lat
Ekwipunek: Strzykawka ze środkiem zwiotczającym mięśnie, dwa skręty, sześć tabletek morfiny, smartfon, portfel, zapalniczka.

Dołączył: 01 Mar 2013
Posty: 14
Wysłany: 2013-03-12, 20:10   

Bezdźwięk dochodzący zza drzwi pozyskał przychylność brązowookiej, której spojrzenie jak pod niemym rozkazem przeniosło się z obserwacji okna wprost na główne wejście do pomieszczenia. Chociaż dla Parysa ten stukot obcasów tłumiła wszechobecna cisza, reakcja nowej towarzyszki nie umknęła jego uwadze. Kątem oka zlustrował drzwi, przyjrzał się wkraczającej przez nie personie i niemal natychmiast zmarszczył brwi. Do pokoju odpraw weszła jego przełożona, a jak wiadomo, w kontaktach pracownik-pracodawca, to ten drugi zawsze jest swoistym alergenem. W tej chwili, w grymasie niezadowolenia, Parys pokręcił nosem oraz wrócił do przerwanej parę sekund wcześniej obserwacji panny, a może i pani, Kaljumäe. Bystrym wzrokiem badał każdy fragment jej powierzchniowości, skupiając się najpierw na cechach, jakie mógłby przypisać jej garderobie, a później na konkretnej analizie szczegółów twarzy, na oględzinach sposobu oddychania, na monitoringu aktywności (lub bezruchu) rąk. Ukradkiem jednak inspekcjonował sytuację w pomieszczeniu, raz po raz szybkim, konspiracyjnym wejrzeniem spoglądając na przełożoną. Ona, żelazna dama o władzy fruwającej ponad głową jak aureola, nie zerkała w jego stronę podczas przemówienia, przez co poczuł doń jeszcze większą niechęć. Wprawdzie sposób wymowy Brytyjczyków był dla niego wielką niewiadomą, której nie sposób zrozumieć, ale jako osoba z krwi i kości, cenił sobie wymianę spojrzeń. Wyjątkowo nie lubił, kiedy ktoś unikał jego wzroku i gdy tylko zauważył drgnienie mięśni na twarzy Idy, od razu spróbował nawiązać kontakt źrenic. Wyłapał natychmiast chwilę, w której otworzyła usta aby przekazać potwierdzenie i, ku jego zaskoczeniu, zrozumiał ją bezbłędnie. Zauważył wtedy również, że jej sposób wymowy, sposób układania i poruszania wargami, nijak ma się do naturalnego brytyjskiego języka. Miał ochotę zatriumfować.
Chciał podskoczyć z radości wiedząc, że nie wszyscy nowi współpracownicy będą hobbystami herbaty i być może zajdzie możliwość napicia się parzonej kawy. Ale wtedy czar prysł. Kątem oka dostrzegł nieznajomy cień i szybki ruch otwieranych drzwi, więc mimowolnie obrócił głowę w stronę, skąd przyszła kolejna nieznajoma. Brytyjka – westchnął, gdy otworzyła usta. Kurwa mać…
_________________
Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
 
     
Czardynin
Ciocia Dynia



Dołączył: 19 Sty 2013
Posty: 57
Wysłany: 2013-03-13, 14:02   

Problem polegał na tym, że Elizabeth nie lubiła czekać, nawet jeżeli rozchodziło się o głupie pięć minut. W ciągu pięciu minut można przejść z jednego końca siedziby Organizacji do drugiego, gdy było się szefem, na którego głowie spoczywało wszystko, nawet takie pięć minut było ważne. Ale widocznie nie wszyscy rozumieli, że jej czas powinno się szanować...
I może właśnie stąd wziął się grymas na jej twarzy, który chyba miał być uśmiechem, bardzo wymuszonym uśmiechem, gdy Pani Bennet wreszcie znalazła się w pokoju odpraw z całą resztą. A może chodziło po prostu o ten, jak zapewne określiłaby to Holland - impertynencki ton Anastazi?
- Usiądź już... - głos Elizabeth bynajmniej nie był podniesiony, chociaż przebrzmiewała przez niego irytacja większa niż ta, która zwykle towarzyszy jej osobie. Może nowa drużyna miała niestety okazję trafić na jej gorszy dzień? Mówiąc szczerze nie polecam denerwowania jej jeszcze bardziej i zapewne każdy, kto ją zna się z tym zgodzi, sama Pani Bennet powinna dobrze o tym wiedzieć.
Teczkę odebrała bez słowa, spoglądając na nią przelotnie - Westgaard i te jego pomysły - po raz kolejny wskazując Anastazii miejsce przy stole.
- Skoro są już wszyscy mam nadzieję, że możemy zacząć? - przesunęła po nich wzrokiem, niczym nauczyciel czekający aż w klasie zapadnie odpowiednia cisza. - Bennet notuj proszę, żeby Milijković też wiedział o czym mowa - skinęła głową na Lulka, a potem podsunęła kobiecie pliczek kartek i stojące na stoliku pudełko z przyborami do pisania.
- Wiecie, gdzie leży Great Baddow? To spokojna wieś położona pięćdziesiąt kilometrów od Londynu - Elizabeth pochyliła się trochę w ich stronę, opierając się jedną dłonią o brzeg stolika, przed którym stała. - W ciągu pół roku zginęły tam trzy osoby. Dwie pierwsze pozornie w skutek "nieszczęśliwego wypadku", trzeci, sześćdziesięcioletni mężczyzna, według analizy policyjnego patologa, udusił się w nocy własną śliną.
_________________
  Inne konta: Q, Kudłaty
     
Licho 
Medyk | Agent polowy
Dr No-Frankenstein


Pani/Pan: Ida Kaljumäe
Wiek: 28
Ubiór: czarna koszula, ciemne jeansy wpuszczone w oficerki
Ekwipunek: telefon, portfel, dokumenty, latarka, notatnik, torba lekarska z mniej lub bardziej podstawowym wyposażeniem, leki

Dołączyła: 24 Lut 2013
Posty: 19
Wysłany: 2013-03-13, 22:30   

Odwzajemniła spojrzenie Lulka, jednak zaraz weszła Pani Bennet, więc jej wzrok spoczął na nowo przybyłej. Musiała przyznać, że wtedy jakby odrobinę się rozluźniła. Nie na długo, gdyż wymiana zdań między szefową brytyjskiej sekcji, a psycholog oraz większe, niż zwykle, rozdrażnienie tej pierwszej, tylko zaświeciło w głowie Idy ostrzegawczą kontrolkę. Obserwowała obie kobiety, co prawda nie oczekiwała żadnego wybuchu, ale szczerze nie miała ochoty na podpadanie Holland jeszcze przed rozpoczęciem zadania. Bo jeszcze by się okazało, że faktycznie mają za dużo medyków. Właściwie w tamtym momencie Ida uznała, że całą ich trójkę tamta traktuje, jak oporno-niesforną dzieciarnie. Popatrzyła z lekka wymownie na swoje, oparte o blat stołu, dłonie, które splotła z sobą. Rzuciła jeszcze jedno spojrzenie agentowi siedzącemu naprzeciw, teraz wiedziała, że nazywa się Milijković, po chwili popatrzyła uważnie na Elizabeth, która już najwyraźniej chciała przejść do głównego tematu ich spotkania.
Nazwa wioski raczej z niczym jej się nie skojarzyła, tyle tylko, że to chyba, na północ od Londynu, czyli lokalizacja, jak lokalizacja.
- A jakie to były te "nieszczęśliwe wypadki"? - zapytała oraz dodała: - i czy mamy dostęp do raportów medycznych i policyjnych dotyczących tych trzech zgonów? - niby organizacja miała swoich informatorów, ale wolałaby mieć łatwiejszy dostęp do podstawowych informacji. W ogóle Licho bardziej intrygowało, czego od nich się oczekuje, że mają przeprowadzić śledztwo czy jak? Skoro mają być odlegiwani do tego zadania, to raczej na pewno było coś w tej sprawie z działki Niewidzialnych, ale na razie Elizabeth nie rozpieszczała nadmiarem danych.
  Inne konta: -
     
Pani Bennet 
Psycholog | Agent polowy


Pani/Pan: Anastazia Bennet
Wiek: 28
Ubiór: Czarna skórzana kurtka, bojówki ciemne i brązowe trzewiki. Okulary w czarnej oprawie, przewieszone przez biały top.
Ekwipunek: Telefon służbowy, scyzoryk

Dołączyła: 10 Sty 2013
Posty: 20
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-03-14, 19:05   

Odetchnęła bezgłośnie. Pomimo iż naprawdę szanowała samą Elizabeth, nie mogła przecież się rozdwoić nawet jakby chciała, to było czysto niemożliwe. Przynajmniej w takim ludzkim przypadku, bo kto wie co się czaiło jeszcze w ciemnych zakamarkach nocy i nie tylko. Po porannym wysiłku zaczynała odczuwać polepszenie samego krążenia i co za tym idzie poprawę samopoczucia, więc nawet lekko spięta atmosfera i sama aparycja szefowej, w jej nie tyle co wyglądzie ale i ruchach nie mogła tego popsuć. W sumie stanowisko kobiety nigdy nie było wyznacznikiem co do lepszego traktowania. Była na równi, niczym ona sama, jej współtowarzysze wyprawy siedzący nieopodal, mierzących spojrzeniami wszystkiego co ich samych ciekawi, bądź na co zdarzy im się po prostu spojrzeć. Z tym, że miała ogromne obowiązki i być może wyższy szczebel samego przydomka 'szefowa'. Dlatego też być może ignorowała wszelkie oznaki złego samopoczucia u kobiety i po prostu podchodziła do tego wszystkiego na luzie. W końcu czy pięć minut dla tej kobiety byłoby wyznacznikiem jakiejś szkody czy tragedii? Otóż nie.
Przyzwolenie do zajęcia miejsca z resztą, to chyba żadna nowość. Czasami najbardziej oczywiste fakty i tak muszą być wypowiedziane na głos. Rozejrzała się orientacyjnie jeszcze po pomieszczeniu, aż niczym posłuszna podwładna zajęła miejsce, może i nawet wskazane wcześniej w wygodnej pozycji. Nieco pochyliła się w prostej postawie pleców do przodu, wyciągając za białego topu, okulary w ciemnych oprawkach, które wylądowały na stoliku przed nią.
- Nie sądzę... - zaczęła niewyraźnie, aż spojrzenie z przesuniętego pliku kartek przenieść na jedynego pana w pomieszczeniu. Gdzieś tam z dawnego czytania akt, bo każdego wpadały prędzej czy później w jej ręce, przypomniało jej się, że może znać migi i nie tylko. Cóż, pisać wszystko na kartce papieru, kiedy on nie był wcale tak nieporadny jakby się mogło wydawać. - Okey, notuję - powiedziała jednak, bo czy to ważne w sumie? Wyciągnęła długopis z ciemnym wkładem i napisała pierwsze słowa na białej, nieco szorstkiej kartce papieru drukowanymi literami:
    GREAT BADDOW - NIEDALEKO LONDYNU
    3 OSOBY NIE ŻYJĄ ,CZAS - PÓŁ ROKU
    2 NIESZCZĘŚLIWE WYPADKI, 1 UDUSZENIE W NOCY WŁASNĄ ŚLINĄ, 60-LETNI MĘŻCZYZNA

Konkretne pytania w dalszej kolejności zadała sama Ida, przez co nie musiała nic wtrącać sama. Podsunęła kartkę mężczyźnie, jeśli chciałby spojrzeć na notatki, chyba, że wcześniej sam jakoś się zorientował o co chodzi w swoich własnych sposobach.
- Jakieś konkrety? - wtrąciła jeszcze, przyglądając się teraz samej szefowej wyczekująco.
_________________

�We all die. The goal isn't to live forever, the goal is to create something that will.�
  Inne konta: Nadia
     
Lulek Czarny 
Naukowiec
Halucynowy Książę


Pani/Pan: Parys Dragan Milijković
Wiek: 29 lat
Ekwipunek: Strzykawka ze środkiem zwiotczającym mięśnie, dwa skręty, sześć tabletek morfiny, smartfon, portfel, zapalniczka.

Dołączył: 01 Mar 2013
Posty: 14
Wysłany: 2013-03-15, 18:09   

Elizabeth Holland relacjonowała minione wydarzenia w Great Baddow, dziewczyna z naprzeciwka z dociekliwością przysłuchiwała się podawanym informacjom, a spóźniona Brytyjka znów otwierała usta wypuszczając z nich angielski bełkot. W międzyczasie Milijković wstał z krzesła, wyprostował się i poprawił rozpiętą pod szyją czarną koszulę. Z ekstrawaganckiej, choć eleganckiej dwurzędowej marynarki w kolorze zimnego turkusu wyciągnął swój wariacko nowatorski telefon, którego wbudowany głośnik wychwytywał większość dźwięków w odległości około metra od urządzenia. Specjalny telefon dla osób głuchoniemych nagrywał mowę a następnie poszczególne słowa zestawiał obok siebie w zdania, aby osoba użytkująca mogła bez problemu zrozumieć otaczających ją ludzi. Zazwyczaj nie miewał problemu z funkcjonowaniem programu i tak też było tym razem. Parys swobodnie poruszał się po pomieszczeniu, co jakiś czas zerkając w duży ekran telefonu i, co jakiś czas wstukując w niego własne słowa. Bystrym spojrzeniem omiatał też obecne w pokoju osoby, nie mogąc powstrzymać swojej wewnętrznej, ciekawskiej bestii, od analizowania ich niby zwyczajnych zachowań. Uśmiechał się pod nosem za każdym razem, gdy któraś z pań nie szczędziła poirytowanych grymasów.
Kiedy na ekranie telefonu pojawiła się wpisana wypowiedź przełożonej, w której rozkazała młodszej od siebie Brytyjce zapisywać przekazywane informacje na kartce, aby Milijković mógł je zrozumieć, zirytował się znacznie bardziej, niż szefowa na spóźnienie Anastazji. Nie interesowało go to, że miała prawo nie znać jego zwyczajów oraz technicznego wsparcia, na jakim polegał w kontaktach międzyludzkich. Poczuł się jak roznegliżowane niemowlę, niezaznajomione z podstawowymi słowami i potrzebujące całodobowej opieki. A Parys, oprócz Brytyjczyków, najbardziej nie lubił wyręczania, zbędnej pomocy i nachalnej kurateli.
Obszedł stół dookoła, aż w końcu zatrzymał się za plecami psycholożki. Pochylił się nad nią, przeczytał zapisane notatki i z proszącym spojrzeniem wyciągnął dłoń po długopis. Zanim dziewczyna przekazała pisak sama, Parys szybkim ruchem wyciągnął jej go spomiędzy palców, chwycił wolną ręką za jej nadgarstek i napierając siłą, położył jej dłoń na stole. Z gwałtownością polującego geparda wbił długopis z ostrą, metalową obsadką w sam środek łapki Pani Bennet, a następnie z niewzruszonym spojrzeniem pchnął telefonem wzdłuż blatu. Na ekranie dużymi, czerwonymi literami widniały zdania: „Nie potrzebuję niani. Rozumiem. A teraz do rzeczy.”
_________________
Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
 
     
Czardynin
Ciocia Dynia



Dołączył: 19 Sty 2013
Posty: 57
Wysłany: 2013-03-16, 02:15   

Elizabeth przelotnie spojrzała na zegarek, na swoim lewym nadgarstku, gdy Licho zadała pytanie dotyczące szczegółowych informacji. Więc wychodziło na to, że pani szef po prostu się śpieszyło... Pytanie tylko, czy odesłać ich na akcję, bo sprawa była pilna, czy odesłać ich, bo miała do załatwienia coś innego?
- Mallory czeka na was na dole, on wam przedstawi dokładnie wszystkie analizy sekcji... Według raportów policji z Great Baddow pierwsza z kobiet poślizgnęła się na jednej z zabawek swojego dziecka i zahaczając łańcuszkiem o klamkę, powiesiła się na nim... - głos miała spokojny, stonowany, chociaż zapewne dla każdego mówienie o takich sprawach nie byłoby niczym przyjemnym. Spoglądała na kartki leżące przed Bennet, mówiąc tak, jakby to z nich wyczytywała wszystkie informacje, jak bezpośrednio z akt policji.
Wyjaśnić drugiego wypadku już nie zdążyła, nie zdążyła też niestety w porę zareagować zanim Lulek zrobił to, co zamierzał, ale zaraz znalazła się przy nich, odsuwając go stanowczo od dziewczyny. Niewątpliwie nie była od niego silniejsza, ale pod palącym spojrzeniem Holland każdy by ustąpił, nawet taki nasz niezrównoważony dezerter w typie Czarnego. Czego, jak czego, ale siły perswazji Victorii odmówić na pewno nie można.
- Kaljumäe, zabierz ją proszę do lazaretu i opatrz... - wciąż była stanowcza, chociaż sposób w jaki spojrzała kolejno na obie kobiety, miał w sobie jakiś lżejszy ton, jakby w Elizabeth obudziły się na chwilę ludzkie uczucia. Może i w tym była jakaś prawda. - A, gdy poczuje się lepiej zgłoście się do kostnicy, przekażę Mallory'emu, żeby na was poczekał.
Tym sposobem Elizabeth oddawała Bennet niewątpliwie w dobre ręce, w końcu kto w takim momencie zajmie się nią lepiej niż medyk? Dobrze, że mieli Licho akurat przy sobie...
Holland poczekała aż obie kobiety wyjdą, a potem spokojnie sięgnęła po telefon Parysa i podała mu go, krzyżując przedramiona na klatce piersiowej, zaraz, gdy tylko go od niej odebrał.
- A teraz do rzeczy - zaczęła z niczym niezmąconym spokojem, powtarzając jego słowa. Zdawała się być wciąż opanowana, jakby całe zajście nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia. Może i nie zrobiło, w tej pracy trzeba się przyzwyczaić praktycznie do wszystkiego, najszybciej odpadali ci o słabych nerwach. - Mam nadzieję, że znajdziesz dobry argument usprawiedliwiający twoje zachowanie. Proszę bardzo, słucham.
W takich momentach jak ten, nawet Parys czuł pewien respekt do Elizabeth. Nawet jeżeli nie uznawał niczyich autorytetów, bo nie chodziło tu o fakt, że Elizabeth była po prostu szefową. Mógł być na nią wściekły za to jak go potraktowała, ale Holland niewątpliwie miała w sobie coś, co budziło posłuch wśród agentów.
_________________
  Inne konta: Q, Kudłaty
     
Licho 
Medyk | Agent polowy
Dr No-Frankenstein


Pani/Pan: Ida Kaljumäe
Wiek: 28
Ubiór: czarna koszula, ciemne jeansy wpuszczone w oficerki
Ekwipunek: telefon, portfel, dokumenty, latarka, notatnik, torba lekarska z mniej lub bardziej podstawowym wyposażeniem, leki

Dołączyła: 24 Lut 2013
Posty: 19
Wysłany: 2013-03-16, 14:31   

Słuchając Elizabeth podniosła lewą rękę i podparła o dłoń podbródek, przede wszystkim starała się analizować słowa szefowej. Z tych wynikało, że ewidentnie był to epicko nieszczęśliwy wypadek, a jeśli tak wyglądała kolejna śmierć i stało się to w jednym miejscu i w ciągu krótkiego przedziału czasowego - słowo przypadek można było wykreślić z słownika. Jednak przekonać się o tym, nie było możliwości, co prawda Ida nie zwracała na lulkowe zachowanie, uznając, że raczej nie stanowi zagrożenia, w tej chwili, ale no cóż. Zdążyła tylko spostrzec, zwracający uwagę, szybki ruch mężczyzny. Jeszcze przed chwilą Licho narzekała w myślach, że Holland traktuje ich, jak dzieciaki, no a tamta po prostu miała przeczucie. Potrafiła również zrozumieć, że Milijković doskonale radzi sobie sam, że Elizabeth w jego odczuciu mogła przekroczyć jakąś granicę, ale dlaczego to się odbiło na Anastazii? Wstała prędko z krzesła, nie żeby miała ochotę zbliżać się do Lulka, kiedy tamten ma dostęp do większej ilości długopisów i w tym momencie jej wzrok padł na wspomniane wcześniej pudełko, ale może faktycznie przydałoby się rozdzielić oboje agentów. Podeszła do pani psycholog, najpierw popatrzyła uważnie na fatalny długopis sterczący na środku jej dłoni i lekko ją złapała za drugie ramię.
- Bennet, chodźmy stąd - przy czym posłała jej spojrzenie mówiące: cokolwiek planujesz, policzysz się z nim później - nie wyjmuj tego, zajmę się tym na miejscu - dodała i ruszyła w stronę drzwi.
- Oczywiście, stawimy się na dole, po wszystkim - rzuciła jeszcze przez ramię do szefowej.

/odpis już tutaj w kostnicy /
Ostatnio zmieniony przez Licho 2013-03-17, 17:40, w całości zmieniany 1 raz  
  Inne konta: -
     
Pani Bennet 
Psycholog | Agent polowy


Pani/Pan: Anastazia Bennet
Wiek: 28
Ubiór: Czarna skórzana kurtka, bojówki ciemne i brązowe trzewiki. Okulary w czarnej oprawie, przewieszone przez biały top.
Ekwipunek: Telefon służbowy, scyzoryk

Dołączyła: 10 Sty 2013
Posty: 20
Skąd: Londyn
Wysłany: 2013-03-16, 16:49   

Kto podejrzewałby, że właśnie sposobem na wszystko był jeden inteligentny sprzęt, w postaci telefonu? Bo z pewnością nie ona. Zaćmiło ją jednak w momencie potężnego bólu, który przeszył ją na wskroś, powodując nagłe drżenie, przyciemnienie kurtyn powiek w chwili słabości i szoku. Nie krzyknęła, aczkolwiek przeklęła. Mocno, siarczyście, jakby przeklinając tego, co dopuścił się tak haniebnej zbrodni! Mijało się to jednak z odczuciem podczas jednego z ataków. Ciemny pazur z ostrym zakończeniem, naruszył tkankę jej skóry w jednym z boków tułowia kobiety. Potężna i niebezpieczna zjawa, a może istne wcielenie zła w postaci potwora? Przywołało to wspomnienie jej jednego ze zleceń. Jednak teraz, za nic się tego nie spodziewała. Zawrzała w niej krew, dając o sobie znać w każdym znaczeniu. Dłoń z długopisem z ręce, gdyby nie sama Ida, z pewnością wyciągnęła by ten nieporadnie wyglądający przedmiot. W końcu to był odruch, nie była w stanie myśleć, że to mogło doprowadzić do gorszych efektów... To był moment, ale całe szczęście psycholożka otrzeźwiała, na swój własny sposób, gdzie starała się ciągle tłumić ciągły ból, który tylko narósł, od momentu samego przecięcia skóry, gdzie wszystko ustąpiło miejsca narzędziu.
Spojrzała na mężczyznę groźnie, jakby właśnie w niej przebudziło się coś demonicznego. Ale nie atakowała słowami... spojrzała na niego najpierw niedowierzająco, a następnie w znaczeniu 'naprawdę? Czy to faktycznie się stało, zrobiłeś to tylko dlatego, że wziąłeś mnie za niańkę, co podważyło twej dumie, albo po prostu zeżarło rozum?! ' Dawno było tak wściekła.
Zacisnęła mocno usta w cienką kreskę i kiwnęła głową do szefowej. Racja, musiała to opatrzyć, a nie zgrywać twardej w tym momencie.
- Poradzę sobie Ido - powiedziała wolno, nie odpychając jej na siłę, ale zabierając jej ręce z jej ramienia. Oczywiście przy wstaniu, zakręciło jej się jeszcze w głowie... też jej ten psychol zapewnił wrażeń! Że i tak przytrzymała się dziewczyny zdrową ręką. Zerknięcie na tą drugą było znacznym błędem...
- Ty! - i rzuciłaby się pewnie na niego, bo ta cała sytuacja nawet nim nie wzruszyła. Nie była teraz psychologiem, który próbuje rozgryźć jego myślenie i sposób, była na niego mega wkurwiona, chciała zrobić mu najgorsze krzywdy jakie jej przyszłyby do głowy i chciałaby mu pokazać, że właśnie jest takim podlotkiem, któremu trzeba właśnie niańki, bo kozaczy za bardzo. Ale nie. Wzięła głęboki wdech, zmrużyła powieki i odpuściła. Tymczasem.
- Ja na Pani miejscu rozważyłabym jego udział w misji. To co właśnie zrobił, podlega sporej dyskusji - zauważyła przy wyjściu, jeszcze zerkając na szefową. Posłała jeszcze groźne, nieco przepełnione niezapomnianym bólem spojrzenie mężczyźnie po czym wyszła z Idą, dziękując jej jeszcze po zamknięciu drzwi za pomoc.
- Załatwmy to szybko i wracajmy w miejsce o jakim mówiła szefowa. Jakoś to przeżyję, chociaż mam ochotę się tam wrócić i... - odetchnęła głęboko, czując w nozdrzach zapach metaliczny krwi, która kapała w małych całe szczęście ilościach, seriami w jej zranionej lewej dłoni. Bo jakby nie było to leworęczna istota jest.
_________________

�We all die. The goal isn't to live forever, the goal is to create something that will.�
  Inne konta: Nadia
     
Lulek Czarny 
Naukowiec
Halucynowy Książę


Pani/Pan: Parys Dragan Milijković
Wiek: 29 lat
Ekwipunek: Strzykawka ze środkiem zwiotczającym mięśnie, dwa skręty, sześć tabletek morfiny, smartfon, portfel, zapalniczka.

Dołączył: 01 Mar 2013
Posty: 14
Wysłany: 2013-03-17, 19:12   

O Parysie można mówić wieloma, niekiedy sprzecznymi ze sobą słowami, ale najtrafniejszy opis jego natury da się odnaleźć pod postacią mitycznego gryfa. Niezależny umysł, dumny i odważny pod obliczem dzikiego, nieoszlifowanego potencjału. Zwierzę czujne, niebezpieczne i zachłanne, które w zniewoleniu ryczy najmocniej, jak zraniony lew na opustoszałej sawannie. I które zniewolenia potrzebuje tak samo, gdy w chorobie wymaga się leku. Rozbuchany, nieutemperowany charakter oraz niewykorzystane i nieukierunkowane odpowiednio możliwości były marnotrawstwem, po cichu domagały się stanowczej, zdecydowanej kontroli. Mała swawolna iskra wznieca wielki pożar, a z ogniem, trzeba nauczyć się obchodzić. Czy właśnie to zlecenie, pierwsze, na jakie został skierowany, odnajdywało swój cel w zniszczeniu jego pokręconej godności? Czy wyciągając go brutalnym wezwaniem zza bezpiecznych ścian laboratoryjnych próbowano złamać w nim ten szkodliwy, egoistyczny indywidualizm?
Karcące spojrzenie elżbietowej gadziny wprowadziło go w stan subtelnej konsternacji i, zanim zdążył odpowiedzieć podobnie wzburzonym atakiem, zraniona Brytyjka ugodziła go śmiercionośnym wzrokiem wprost w wyziębione serce. Momentalnie zmarszczył czoło i zdał sobie sprawę, że ten nieprzemyślany ruch mógł spowodować większy ból, niż przypuszczał. Dlatego też poddenerwowany grymas na jego twarzy w oka mgnieniu przemienił się w pełne żalu i skruchy spojrzenie wędrujące najpierw wzdłuż ścian, a później już tylko kręcąc zygzaki po zakurzonej podłodze. Kiedy podniósł oczy znad linii stóp znów był skupiony, podirytowany i najzwyczajniej w świecie – dumny z siebie. Dwa opanowane spojrzenia, jakie zostały w pomieszczeniu po wyjściu agentek, prowadziły niemą walkę na sztormy wypływające z niewypowiadanych słów. Aż nagle, po minutach niekończącej się ciszy, Parys oparł się o blat stołu tyłem i uśmiechnął szelmowsko.
- Jestem geniuszem, nie psem na posyłki. – zamigał w takcie raz, raz, raz i zamilkł w bezruchu. Całą żółć chciał w tej chwili z siebie wylać, jednak zrezygnował zaraz po tym, jak znów spojrzał wgłęb ślepi elżbietowego potwora. Nie miał najmniejszego pojęcia, w jaki sposób wybrnąć z sytuacji, toteż z niewzruszoną miną westchnął tylko. I nagle uśmiechnął się znów. – Nie potrzebuję też niani, świetnie radzę sobie sam. Twoja ignorancja dotycząca wiedzy na temat osób, którymi powinnaś rozporządzać jest aż rażąca. Nie zamierzam być traktowany jak kukiełka.
_________________
Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
 
     
Czardynin
Ciocia Dynia



Dołączył: 19 Sty 2013
Posty: 57
Wysłany: 2013-03-21, 01:06   

- Dziękuję Bennet, ale pozwól, że sama podejmę decyzję na temat tego jakie Milijković powinien ponieść konsekwencje... - słowa jakimi Elisabeth pożegnała obie kobiety na pewno nie miały na celu rozzłoszczenia Bennet. Raczej zapanowanie nad całą sytuacją i pokazanie faktu, że to ona tutaj była szefem. Owszem, zdanie Anastazii na temat agentów, jako Organizacyjnego psychologa, było niewątpliwie jednym z ważniejszych, ale Bennet chciała, czy nie chciała, wciąż musiała słuchać również Elisabeth, jako swojej przełożonej. Słowa kobiety były jednak trafne, przy takim zachowaniu udział Lulka w misji powinien zostać rozważony, nawet jeżeli samą Anastazią kierowały w takiej chwili emocje.
Elisabeth obserwowała cały wywód Parysa, w skupieniu i z uwagą, nawet jeżeli nie znała języka migowego, zupełnie nie dała po sobie poznać, że mogłaby nie rozumieć, co właściwie mężczyzna do niej mówi. W końcu w ciszy skinęła głową.
- To teraz ty posłuchaj mnie, Milijković. Nie obchodzą mnie twoje nastroje i chwilowe widzi mi się, mam jednak nadzieję, że taka sytuacja więcej się nie powtórzy. To oczywiste, że na to zlecenie pojedziesz, jesteś częścią drużyny, która ma rozwikłać sprawę śmierci tych ludzi - kobieta zrobiła dłuższą pauzę, spoglądając na niego stanowczo. Nie wydawała się przejmować, że agent może nie rozumieć ani słowa z tego, co mówi. - Proszę teraz zejść na dół do kostnicy, po resztę informacji dotyczących sprawy. Po powrocie ze zlecenia nie wrócisz na swoje stanowisko, zostaniesz tymczasowo zawieszony z obowiązkach, łącznie z zakazem wstępu do laboratorium. Masz się za to zgłosić do Zielińskiego, on wyznaczy ci obowiązki na ten czas.
Holland zanim skończyła, ważniejsze informacje zapisała mu na kartce, to byłoby jednak śmieszne, gdyby bawiła się z nim w grę "zrozumie, czy nie, nie ważne" i wręczyła ją Parysowi, po czym wyszła, zostawiając mężczyznę samego w pokoju odpraw.
_________________
  Inne konta: Q, Kudłaty
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Template designed and created by Falcone
Strona wygenerowana w 0,47 sekundy. Zapytań do SQL: 8