Niewidzialni Strona Główna

     
   

Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój odpraw
Autor Wiadomość
Dominic 
Agent polowy


Pani/Pan: Dominic Houghton
Wiek: 28
Ubiór: niebieskawy t-shirt z guzikami, jeansy, eleganckie buty
Ekwipunek: wojskowy scyzoryk, latarka, telefon

Dołączył: 10 Sty 2013
Posty: 37
Wysłany: 2013-01-16, 15:57   

Wpierw weszła Nancy, Dominic rzucił przyjazne spojrzenie i odpowiedział na przywitanie:
- Cześć, jestem Dominic.
I znów trzeba było czekać, o ile miał dosyć dobre myśli co do Nancy, to nie wyczekiwał że Franz nagle zmieni się w dobrodusznego człowieka. Minęło już parę minut, a Franza ani widu ani słychu, lekka nadzieja narodziła się w sercu Dominica, może dał sobie spokój z zleceniem? Może nie pozwolili mu iść na to zlecenie? Dominic nie znał Franza, a życzył mu najgorszego tak, jakby znał go już parę lat.
Aż nagle pojawił się Franz, którego Dominic znał tylko drogą plotek. Był to starszy mężczyzna w okularach, o niezbyt ciekawym wyrazie twarzy. Już po spojrzeniu Franza na niego i Nancy wywnioskował że Franz niezbyt cieszy się z takiej drużyny, po jego wzroku można było wywnioskować że spodziewał się kogoś w jego stylu, kogoś starszego, inteligentniejszego i kogoś z karabinem i trzema granatami w kieszeni.
Franz nie przywitał się z Dominiciem, więc on też nie zamierzał być kimś na siłę uprzejmym, po prostu spojrzał na to jak Franz siada na krzesło i odwrócił wzrok na stół.
W końcu zjawił się sam Cezar, na którego cała trójka czekała. Od razu przeszedł do konkretów, po jego opisie całego zdarzenia Dominicowi przyszła do głowy tylko jedna myśl "Sukkub". Podła, diaboliczna kobieta z rogami i ogonem, która porywa mężczyzn by wsysać ich siły witalne - Tak przynajmniej Dominic znał sukkuby z różnych książek i filmów. Wziął jeden pliczek dokumentu o mężczyźnie i zaczął czytać, wciągnięty w "lekturę" nie zwrócił uwagę na pytanie Cezarego.
 
     
Nancy 
Agent polowy
wild girl.


Pani/Pan: Nanna Jónsdóttir
Wiek: 26
Ubiór: Wytarte jeansy, t-shirt z nadrukiem (niechaj będzie ' the doors' i facjata Jima), ramoneska i wojskowe buty
Ekwipunek: srebrny sztylet, paczka czerwonych marlboro i zapalniczka zippo, okulary- pilotki

Dołączyła: 12 Sty 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-01-16, 18:18   

Cóż, czyli jeden z dwóch panów nie był aż taki straszny, także nie było aż tak źle. Kobieta założyła nogę na nogę i czekała. Wzrok wbiła w ścianę przed sobą, wydawała jej się być naprawdę fascynująca. Nie lubiła ciszy, bardzo ją irytowała, także nie czuła się najlepiej milcząc.
Wtedy otworzyły się drzwi, od razu jej wzrok zmierzył w ich kierunku. Była ciekawa kogo tym razem przywiało. Pojawił się mężczyzna, Franz. Nie wyglądał za sympatycznie, zmierzyła go wzrokiem. Myślała,że będzie to ktoś nieco większy, czy coś, choć mężczyzna na pierwszy rzut oka wyglądał na przerażającego, tak jak o nim mówili, wszystko wyjdzie w praniu. Muszę stworzyć przecież w miarę zgraną drużynę, jednak ona chyba średnio to widziała.
No i po chwili pojawił się Mag. Dziewczyna przywitała go uśmiechem, ona dzisiaj naprawdę była bardzo miła i sympatyczna!
Ujazdów, nic jej to nie mówiło. Była wcześniej w Polsce, nawet kilka razy, jednak chyba nie w tej okolicy. Średnio przepadała za tym krajem, był dosyć specyficzny, do tego nie potrafiła w ich języku powiedzieć ani słowa,niefart.
Słuchała wszystkiego, co mówił Mag uważnie, ofiary- sami mężczyźni, no to w tym wypadku nie będzie przynętą, tyle wygrać. Najwyraźniej jakiś demon płci pięknej ma PMS i porywa biednych mężczyzn, ciekawe.
Sięgnęła również po dokumenty, coby jakoś bardziej wdrążyć się w temat.
_________________
 
     
Franz 
Agent ćwierćpolowy


Pani/Pan: Franz Schröder
Wiek: 54 lata
Ubiór: białe polo, niebieski sweter w serek, brązowe spodnie i skórzane buty w tym samym kolorze
Ekwipunek: portfel, dokumenty, klucze, leki na uspokojenie, telefon
Dołączył: 13 Sty 2013
Posty: 8
Skąd: Salzburg, Austria
Wysłany: 2013-01-16, 19:42   

Fakt, zachowanie Cezarego było bardzo nietypowe, zazwyczaj gadał niewiele i niekonkretnie. Przynajmniej wiadomo było, że ktoś go nie podmienił. Utrzymał swoją wiarygodność dzięki spóźnieniu. No, może na ogół się nie spóźniał, ale kiedy tylko Franz miał odebrać od niego zlecenie (co miało już miejsce z dwa, trzy razy) to zawsze musiał na niego czekać. Możliwe, że był to zwykły zbieg okoliczności, ale Franz miał to do siebie, że nie zwlekał z ocenianiem innych. Był jednym z tych, którzy cenili sobie to, co widzieli podczas pierwszego spotkania z obcą osobą, a potem jego opinię ciężko było zmienić, chyba że na gorsze, bo z tym nie było problemu.
Zabawne było nastawienie Dominica do Schröder'a. Może nie zostaną najlepszymi przyjaciółmi, czy też nie będzie im się wspaniale współpracowało, ale w końcu nie był to wyjazd integracyjno-rekreacyjny, a zwykłe obowiązki, za które cała trójka miała otrzymać pieniądze. Chyba dobrze, że mieli w składzie kogoś doświadczonego i wymagającego, nie wspominając już w ogóle o tym, że stary, jako jedyny w grupie znał polski. Zwiastowało im to jedynie szybsze, sprawniejsze rozwiązanie sprawy, a obecność kogoś, kto wyjątkowo nie pozwoli im się w tym czasie dobrze bawić z pewnością w żaden sposób im nie zaszkodzi.
Agent wcale nie oczekiwał jakiegoś wielkoluda z gnatem, jedynie kogoś starszego, z dłuższym stażem i może nie tyle bardziej inteligentnego, co posiadającego bogatszą wiedzę i doświadczenie. Za młodymi nie przepadał, bo doskonale wiedział, że niektórzy z nich (w zasadzie to większość) swoje służbowe wyjazdy traktowali, jak imprezę, czy wakacje, a potem jeszcze chcieli dostawać premię.
Franz wysłuchał słów Cezarego uważnie, chociaż i tak nie było w tym za wiele informacji. Przykuła jedynie jego uwagę nazwa Krzyżtopór. Jeśli dobrze pamiętał był kiedyś w tamtych okolicach i słyszał o tym zabytku. Niewiele, ale zawsze.
Owszem była teczka, ale młodzi już zdążyli się na nią rzucić. Kiepski pomysł, by zrobić na ich trójkę jedną kopię, Mag raczej nie zaoszczędzi na tym czasu, bo kiedy po kolei wszyscy zapoznają się z dokumentacją minie trochę czasu, a później przyjdzie dodatkowo pora na ewentualne pytania. Z tego też powodu Austriak nie patrzył, czy znajdzie się tam też dla niego jakaś wolna kartka, tylko założył nogę na nogę i odchylił się do tyłu.
- Nie ma żadnych świadków, którzy coś ciekawego widzieli? Ten pałac jest chyba otwarty dla turystów, nie? I nie jest to przecież pustkowie... - odezwał się. Jeśli jego przypuszczenia potwierdziłyby się miałby pomysł od czego zacząć. - A gdzie później odnaleziono mężczyzn?
_________________
Ostatnio zmieniony przez Franz 2013-01-18, 20:49, w całości zmieniany 1 raz  
  Inne konta: Abraham
     
MG2 
Wsparcie Techniczne


Dołączyła: 06 Sty 2013
Posty: 5
Wysłany: 2013-01-17, 23:45   

-Świadków co dziwne brak. Codziennie jest tam całe mnóstwo zwiedzających, jednak nikt nic nie widział. Nawet partnerki porwanych mężczyzn.- zamilkł na chwilę i usiadł naprzeciwko agentów.- Gdzie ich znaleziono? Każdego z nich znaleziono mniej więcej pięć kilometrów od Pałacu, w lesie obok posterunku policji. Inaczej niebiescy w ogóle by się tym nie zainteresowali. Jak zwykle z resztą… Ciekawsze jest picie kawy niż zajmowanie się poważniejszymi sprawami.
Mag złożył ręce, zaplótł palce i wpatrzył się w punkt na ścianie naprzeciwko niego.
W teczkach, które wzięli Nancy i Dominic były informacje o obrażeniach, miejscu znalezienia i dane osobowe porwanych mężczyzn. Porwani to Jan Janiewicz, Marcel Skuczyński, Sebastian Lachowski, Tadeusz Moczynek . Każdy z nich pochodzi z innego krańca polski, ale teraz wszyscy znajdują się w szpitalu miejskim w Kielcach. Janiewicz i Skuczyński mieli takie same objawy – każdy znajdował się na oddziale psychiatrycznym, z objawami psychozy. Lachowski i Moczynek zaś leżą na intensywnej terapii, z wszelkiego typu obrażeniami ciała. Zeznań świadków w teczkach brak, poza zeznaniami towarzyszek. A były one takie same – żadna nie widziała nic, co mogło by pomóc w śledztwie. Rozdzieliły się z partnerami, bo nie chciały wchodzić do lochów, więc czekały na zewnątrz. Po jakimś czasie, kiedy panowie nie wyszli kobiety zaczęły się martwić. We wszystkich czterech przypadkach scenariusz ten sam.
-Musimy to czym prędzej rozwiązać, bo nawet media zaczynają się tym interesować. Policja robi co może, żeby trzymać ich na dystans, ale wiecie dobrze, że to nie potrwa długo.- rzekł Mag po dłuższej przerwie.
_________________
You'll never walk alone.
 
 
     
Dominic 
Agent polowy


Pani/Pan: Dominic Houghton
Wiek: 28
Ubiór: niebieskawy t-shirt z guzikami, jeansy, eleganckie buty
Ekwipunek: wojskowy scyzoryk, latarka, telefon

Dołączył: 10 Sty 2013
Posty: 37
Wysłany: 2013-01-19, 17:29   

Dominic odłożył swoją "lekturę", którą była karta z informacjami o niejakim Marcelu Skuczyńskim, jednym z ofiar tajemniczego demona i dołączył się do rozmowy.
- Nie wiemy co to może być za istota, w jaki sposób mamy się przygotować? Czego mamy się obawiać? - powiedział, chociaż w podświadomości wciąż umykała mu myśl o Sukkubie, który załatwi go tak jak poprzednich mężczyzn. Dominic wybrał następną kartę z informacjami o mężczyźnie, nie różniła się prawie niczym od poprzedniego. Te same rany,to samo miejsce znalezienia, prawie lustrzane odbicie poprzedniej karty. Dominic coraz bardziej świrował, wyobrażał sobie następnego agenta, który czyta teraz o przypadku Dominica Houghtona, agenta który został poturbowany przez demona a następnie wylądował w psychiatryku.
Odłożył kartę i spojrzał na swoją drużynę, Nancy która była jak widać zainteresowana równie jak on kartami z informacjami o porwanych mężczyznach. Oraz na Franza, który zajął się rozmową z Cezarem, najwidoczniej chciał wiedzieć więcej o porwanych mężczyznach.
Odwrócił wzrok na sufit i czekał aż rozmowa między Franzem a Cezarem rozwinie się dalej, był ciekaw czego jeszcze się dowiedzą.
 
     
Nancy 
Agent polowy
wild girl.


Pani/Pan: Nanna Jónsdóttir
Wiek: 26
Ubiór: Wytarte jeansy, t-shirt z nadrukiem (niechaj będzie ' the doors' i facjata Jima), ramoneska i wojskowe buty
Ekwipunek: srebrny sztylet, paczka czerwonych marlboro i zapalniczka zippo, okulary- pilotki

Dołączyła: 12 Sty 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-01-21, 11:59   

Nancy trafiła na Jana Janowicza. Hmm, przejrzała informacje, jakoś nic specjalnie nie przykuło jej uwagi, ale co poradzić. Tak samo było z drugą teczką, którą złapała. Nikt nic nie wie. Czyli w sumie jak zawsze.
Przeglądając informacje o mężczyznach słuchała również o czym rozmawiali agenci.
- Musimy odwiedzić lochy, dowiemy się wszystkiego, coś mi się wydaje,że jestem w dużo lepszej sytuacji od was, także piszę się na zwiedzanie jako pierwsza..- Demon najwyraźniej nie był zainteresowany płcią piękną, co zupełnie nie przeszkadzało Nanc. Tak, czuła się dzięki temu dużo bezpieczniej, chociaż ona w zasadzie rzadko kiedy odczuwała strach, ale to było mało istotne.
- Tyle,że dwie z naszych ofiar są w psychiatryku, drugie dwie mają problemy ze zdrowiem..- Tutaj coś jej średnio pasowało, no bo wyglądało to na inne przypadki, no ale się okaże.
- Trzeba będzie pogadać z tymi, którzy są nieco poobijani, coś nie wydaje mi się,żeby ci w psychiatryku chcieli nam się zwierzać.. - W ogóle średnio widziała rozmowę z tą drugą dwójką, miałą świadomość,że z tymi w psychiatryku raczej zupełnie nie idzie się dogadać, chociaż mięli Francę, może temu się coś uda w tej dziedzinie, jednak o tym wolała nie wspominać na głos.
_________________
 
     
Franz 
Agent ćwierćpolowy


Pani/Pan: Franz Schröder
Wiek: 54 lata
Ubiór: białe polo, niebieski sweter w serek, brązowe spodnie i skórzane buty w tym samym kolorze
Ekwipunek: portfel, dokumenty, klucze, leki na uspokojenie, telefon
Dołączył: 13 Sty 2013
Posty: 8
Skąd: Salzburg, Austria
Wysłany: 2013-01-21, 19:09   

Nie przeglądając dokumentów Franz mógł niewiele powiedzieć, czy też coś zasugerować. Pierwsza jego myśl okazała się jednak trafna - skoro zamek był otwartym obiektem dla turystów teoretycznie każde z wejść i wyjść powinno być zajmowane przez personel pracujący tam. Ktoś więc powinien widzieć, że panowie wychodzili. Skoro jednak nie było takich świadków oznaczało to, że zabytek musiał mieć jeszcze jakieś przejście, o którym niekoniecznie wiedziano. Tutaj wszystko wskazywało na lochy i szczegóły ładnie do siebie pasowały. Tunel. Musiał być długi, skoro mężczyźni zostali odnalezieni mniej więcej w tym samym miejscu, a dziwne by było, by wszystkie ofiary akurat, ot, przypadkowo wybrały ten sam kierunek po opuszczeniu tajnego przejścia.
Różne obrażenia niekoniecznie musiały wskazywać na dwie różne istoty, z jakimi mieli do czynienia mężczyźni, mogło to być jedno i to samo nieprzepadające za monotonią. To było zresztą nieważne, przynajmniej na razie, bo agenci mogli mieć pewność, że jedno z drugim się ze sobą łączy. Byłby to raczej za duży zbieg okoliczności, że nagle dwie istoty/osoby uparły się na tą jedną atrakcję turystyczną. Oczywiście wszystko było możliwe, ale trzeba było coś na początek założyć, by zaplanować, jak rozpocząć śledztwo.
Schröder spojrzał na Dominic'a z lekkim podłamaniem i poirytowaniem równocześnie. Jeśli Mag miałby jakieś podejrzenia, to chyba na wstępie by ich o nich poinformował, nie trzeba by o nie dopytywać. Zresztą, jakie on mógł mieć na ten temat pojęcie? Takie samo, jak oni. Mógł mieć jakieś podejrzenia, co nie znaczyło, że na pewno będą one trafne. Stary tym razem nic nie powiedział, uznał, że szkoda strzępić sobie język, kiedy Cezary to za niego zrobi.
Franz dopiero teraz zabrał się za przeglądnięcie materiałów, co poszło mu dość sprawnie. Z łatwością wyłapywał najistotniejsze fakty, na szczegóły będzie miał czas w drodze, bo (o czym jeszcze nie wspominałem) nie zamierzał on robić za kierowcę.
Uniósł do góry brwi i spojrzał pytająco znad okularów na dziewczynę.
- Chcesz się rozdzielać? Uważasz, że to coś, ewentualnie ten ktoś, nie zrobi Ci krzywdy i możesz czuć się bezpieczna, ponieważ do tej pory ofiarami byli wyłącznie mężczyźni? - zaśmiał się krótko, nieprzyjemnie. - Chyba coś przeoczyłaś... - co? Ano to, że przecież w aktach było wyraźnie napisane o tym, że kobiety nie poszły do podziemi z mężczyznami, tylko czekały na nich na górze. Kto wie, czy nie byłoby więcej ofiar, gdyby poszły z nimi. Nie zamierzał jej jednak uświadamiać, uznał, że lepiej będzie, jak się nauczy uważniej czytać takie dokumenty i sama znajdzie swoje niedopatrzenie. - No, ale nie zabronię Ci, skoro chcesz. - dodał jeszcze z perfidnym uśmieszkiem. Bardzo lubił wytykać innym błędy i jak bardzo nie byłby wkurzający zawsze lepiej było się usłuchać i zapomnieć na pewien czas o dumie i uporze. Dobrym argumentem mogło być chociażby to, że robiąc już tak długo jako agent polowy Austriak dalej żył.
Najwyraźniej Nancy nie była taka znów nieświadomie irytująca, skoro nie powiedziała nic na temat Schröder'a i facetów w psychiatryku. Chociaż mogła to być też kwestia bardziej instynktu samozachowawczego. Oj, tak. Byłby bardzo zły, jeśli powiedziałaby coś w stylu: 'Franz, to może ty pójdziesz do tych ze szpitala psychiatrycznego, skoro masz takie, a nie inne doświadczenie'.
- Orientujesz się, jak przebiega praca policji? Sprawdzili lochy? Zamknęli obiekt? Siedzą tam codziennie? - zadał Cezaremu lawinę pytań. - Czy raczej się tam nie pokazują?
Nie byłoby im łatwo, gdyby w podziemiach przesiadywali teraz godzinami funkcjonariusze, musieliby bardzo kombinować, gdyby tak było. W drugim przypadku sprawa byłaby o niebo prostsza.
_________________
  Inne konta: Abraham
     
MG2 
Wsparcie Techniczne


Dołączyła: 06 Sty 2013
Posty: 5
Wysłany: 2013-01-25, 20:59   

Mag nie odpowiedział od razu. Chwilę gonił się z myślami o tym jak ładnie w sumie wygląda zaśnieżona Warszawa. Jak zwykle- Cezary myśliciel. Pytanie Franza dotarło do niego z lekkim opóźnieniem.
-Zasadniczo policji już tam nie ma. Kręcą się tylko w okolicy zamku, ale nie da się o nich obijać na każdym kroku. Dla nich sprawa jest zamknięta. Żadnych śladów, żadnych świadków, nic. Szukali nawet z psami, ale zwierzęta nie wyczuły zapachu żadnego z poszkodowanych.- powrócił do kontemplacji Warszawy.
Nastało kilka minut ciszy, po których Czaruś znów powrócił myślami na właściwy tor.
-Macie umówione spotkanie na oddziale psychiatrycznym w Kielcach. Bełkot szaleńca czasem może wnieść więcej niż wspomnienia tych bardziej normalnych.- uśmiechnął się do Franza, oczywiście bez żadnego podtekstu.
-Sprawdzili lochy. Policja dowiedziała się również, że nie każdy mężczyzna który wszedł do lochu zaginął. Lecz nasi funkcjonariusze nic nie znaleźli w lochach. Wy musicie szukać głębiej. Kopać głębiej niż policyjne psy.- zaczął bawić się długopisem z kieszeni swojej ukochanej koszuli w kratę.- Pałac oczywiście wciąż jest otwarty dla zwiedzających, bo dyrekcja uznała, że to by była zbyt duża strata pieniędzy.
Prychnął groźnie. Bardzo nie lubił ignorancji niektórych ludzi. Z drugiej strony Cezary bardzo rzadko okazywał złość czy rozdrażnienie, więc groźne prychanie w jego przypadku oznaczało, że sprawa jest poważna.
-Jeśli macie jeszcze jakieś pytania walcie śmiało. Jeśli nie, zgłoście się do magazynu. Tam dostaniecie potrzebny sprzęt, kluczyki do samochodu i inne pierdoły.- zaczął zbierać się do wyjścia.
_________________
You'll never walk alone.
 
 
     
Dominic 
Agent polowy


Pani/Pan: Dominic Houghton
Wiek: 28
Ubiór: niebieskawy t-shirt z guzikami, jeansy, eleganckie buty
Ekwipunek: wojskowy scyzoryk, latarka, telefon

Dołączył: 10 Sty 2013
Posty: 37
Wysłany: 2013-01-26, 20:51   

Dominic nie zwrócił uwagę na złośliwą odpowiedź Franza na przemyślenia Nancy, skupiał się bardziej na tym co mówił Cezar.
Policja odpuściła sobie "od tak" podejrzane zaginięcia mężczyzn z braku dowodów? Może nie powinien narzekać, brak policji oznacza o wiele łatwiejsze dostanie się do środka budynku.
Spotkanie w psychiatryku z poszkodowanymi, jakie są szanse że dostaną od niego jakiekolwiek informacje? Nie po to dali ich do psychiatryka by rozmawiali przy herbatce o codziennej polityce. A może Franz przez swoją przeszłość będzie wiedział jako tako w jaki sposób dogadywać się z ludźmi, którzy tam mieszkają? Taką nadzieje w głębi duszy miał Dominic, który w psychiatryku nigdy nie był. Dominic nie miał zbytnio pytań, wszystko co powinni wiedzieć Cezar już powiedział, ale był prawie pewien że Franz i tak będzie miał jakieś pytanie. Pomyślał po czym zwrócił wzrok w kierunku kompanów, chociaż bardziej patrzył na Franza, od którego wręcz oczekiwał pytania.
 
     
Franz 
Agent ćwierćpolowy


Pani/Pan: Franz Schröder
Wiek: 54 lata
Ubiór: białe polo, niebieski sweter w serek, brązowe spodnie i skórzane buty w tym samym kolorze
Ekwipunek: portfel, dokumenty, klucze, leki na uspokojenie, telefon
Dołączył: 13 Sty 2013
Posty: 8
Skąd: Salzburg, Austria
Wysłany: 2013-02-22, 22:05   

Nie Franz, nie miał już pytań. Lubił hurtem zadawać pytania, a odpowiedź Maga nie przyniosła mu na myśl kolejnych.
Wzmianka o świrach i ich kwestiach spowodowała, że Franz przybrał trochę gniewny wyraz twarzy. On w końcu nie mógł wiedzieć, że mężczyzna nic nie sugeruje, a na punkcie tego typu tematów był nieco przewrażliwiony. Oczywiście cała ta reakcja nie musiała nikomu rzucić się w oczy, nawet przełożonemu, który na niego w tym momencie patrzył, bo mina Brytyjczyka prawie zawsze była ponura.
Schröderowi nieco nie pasowało to, że psy nie odnalazły zapachowego tropu byłych zaginionych, ale nie znał się na takich sprawach. Może po prostu ślady zdążyły zwietrzeć. Cała reszta doskonale wpasowywała się do jego wizji. To, że policja nic w podziemiach nie znalazła, jak i też to, że nie wszyscy mężczyźni wchodzący tam ginęli o niczym jeszcze nie świadczyło.
Chrząknął pod nosem, kiedy Cezary powiedział, że mogą iść do magazynu. Wstał z miejsca i podszedł do drzwi. Skinął niedbale głową Polakowi naciskając klamkę i zniknął za nimi. Nieumyślnie pokazał w ten sposób, że wątpi, by młodzi mieli zadać jakieś, co ważne - sensowne pytanie.
_________________
  Inne konta: Abraham
     
MG2 
Wsparcie Techniczne


Dołączyła: 06 Sty 2013
Posty: 5
Wysłany: 2013-02-24, 10:31   

Mag nie widząc chęci na kolejne pytania wybył z pokoju odpraw kompletnie nie przejmując się już odprawioną drużyną. Nancy jeszcze przez kilka chwil przeglądała dokumenty które dostali od Czarka, po czym złożyła je ładnie do kupy i schowała do torby wychodząc za Franzem. Dominicowi nie pozostało raczej nic innego jak wyjść razem z resztą drużyny i zacząć porządnie przygotowywać się do wyprawy.

[jeśli planujecie pisać coś sami przy odbieraniu sprzętu czy szykowaniu się jako tako do wyjazdu to śmiało piszcie tu, jeśli nie jedziemy od razu do Diabelskiego pałacu]
_________________
You'll never walk alone.
 
 
     
Dominic 
Agent polowy


Pani/Pan: Dominic Houghton
Wiek: 28
Ubiór: niebieskawy t-shirt z guzikami, jeansy, eleganckie buty
Ekwipunek: wojskowy scyzoryk, latarka, telefon

Dołączył: 10 Sty 2013
Posty: 37
Wysłany: 2013-02-24, 13:42   

Dominic nie widział sensu siedzieć dłużej w pokoju, skoro wszyscy jego towarzysze jak i Cezar wychodzą.
Wstał z krzesła, dosunął je do stołu i wyszedł z pokoju. Poszedł w kierunku wydawania sprzętu po jakikolwiek bardziej czy mniej przydatny sprzęt.
Wszedł do oddziału wydawania sprzętu i zaczął rozmyślać nad sprzętem, który mógłby się przydać "w każdej sytuacji". Podstawą była latarka, światło będzie potrzebne bardziej niż zawsze, zwłaszcza jeżeli mieliby chodzić po lochach.
I na tym skończyły się pomysły Dominica, nigdy nie był dobry w szykowaniu się do podróży. Miał przy sobie nóż, który mógł być narzędziem uniwersalnym, i tak naprawdę zawsze tylko on mu się przydawał.
Był na siebie zły, że nie potrafił wziąć nic innego. Więc wyszedł praktycznie tak, jak wszedł.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Template designed and created by Falcone
Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 7